G.Grundman jeden z najbardziej znanych ludzi urodzonych na Dolnym Śląsku w Jeleniej Górze znał okolice Gryfowa jak i okolice Lubania gdzie mieszkali jego rodzice do zdobycia tych terenów przez sowietów potem zostali ewakuowani do strefy amerykańskiej wiadomo że ukrywał różne cenne dzieła sztuki po całym Śląsku a Niemcy byli wtedy przekonani że granica będzie na Nysie Kłodzkiej i tereny    Śląska były uważane za bezpieczne na ukrywanie różnych depozytów bądż lokowanie fabryk pod ziemią granica została utworzona na Nysie ale nie na Kłodzkiej i tereny przeszły na rzecz Polski w poszukiwania skrytek były zaangażowane radzieckie a potem polskie służby rewindykacyjne ruskie brali wszystko co dało się oderwać od podłogi i wywieżć do siebie bo było „ trofiejne ”/zdobyczne/nie patrzyli do kogo to należało czy przez przypadek nie było polskie, jechało wszystko a do tej pory wrócił ułamek ,nasi rewindykatoży jak zdążyli  przed szabrownikami coś uratować i nie dać spalić bądż porąbać bo nie jeden cenny zabytek skończył w piecu swoją historię to zwozili do tak zwanych Składnic Muzealnych np. J .Góra ,Wrocław gdzie miały być zabezpieczone znamy przykład zamku Czocha jak zabezpieczyli to nie ma po tym śladu choć nie wszystko wywieziono do strefy amerykańskiej czy radzieckiej a to czego się nie udało wywieżć rozdysponowano po różnych muzeach ,partyjnych czy wojskowych ośrodkach/kojarzyło się z wojskiem/ ,muzea nawet nie wiedzą czasami że mają na stanie jakieś poszukiwane zabytki które zostały uznane za zaginione i takie pozostają do tej pory ile zabytkowych rzeczy jest po prywatnych mieszkaniach byłych prominentnych działaczy partyjnych lub wojskowych teraz to już ich potomkowie dysponują tym majątkiem .Przyjeżdżał jakiś aparatczyk do zabytkowego obiektu i było „oooo.jaki ładny obraz” to po powrocie do domu mógł go swobodnie powiesić na ścianie ,zarządzający takim majątkiem „wspólnym” często kładli do bagażnika prezenty bo przecież to nie ich a w zamku jest dużo staroci ,ja osobiście bym przejrzał listy takich gości w obiektach zabytkowych pełnych historycznych artefaktów gdzie bawiła na „wywczasach” jedyna partia i jej ludzie na stanowiskach  a poginęły zabytkowe obiekty, w wojsku mówiło się że w naturze nic nie ginie tylko zmienia właściciela ,może mniejsze było by zdziwienie że nasze historyczne obiekty znajdujemy na zagranicznych aukcjach sprzedawane jak swoje przez spadkobierców tych co zostali obdarzeni „prezentem” gości zamkowych.

Kolej Przedgórza Izerskiego dzisiaj znajduje się w południowej części powiatu lwóweckiego i w południowo-wschodniej części powiatu lubańskiego (miasto Świeradów-Zdrój). Trasy budowane były etapami, najpierw odcinek z Gryfowa Śląskiego (Greiffenberg) do Mirska (Friedeberg), później z Mirska do Pobiednej (Wigandsthal) i z Mirska do Świeradowa-Zdrój (Bad Flinsberg). Ostatnia z tych odcinków, jako prywatne przedsięwzięcie, nosiła nazwę Isergebirgsbahn, czyli Kolej Izerska. Poniższy opis historii tras kolejowych zawiera polskie odpowiedniki niemieckich nazw miast i wsi. W dalszej części rozdziału nazwa „Kolej Izerska" będzie odnosić się do wszystkich opisywanych linii kolejowych. Powody powstania kolei Na terenie Pogórza Izerskiego, a ściślej, na Przedgórzu Izerskim, dobrze była rozwinięta sieć dróg kołowych. Przez miejscowości Świeradów, Krobica, Mroczkowice, Mirsk i Gryfów Śląski przebiegała tzw. szosa prowincjonalna, a Krobice z Łęczyną łączyła szosa powiatowa. Koszt utrzymania wszystkich dróg w południowej części dzisiejszego powiatu lwóweckiego wynosił ok. 550 tys. marek. Projektowana kolej mogła przejąć znaczną część przewożonych towarów, odciążając tym samym drogi. W XIX wieku ciężkie wozy konne niszczyły swymi kołami nawierzchnie dróg, zmuszając do ich ciągłych napraw. „Gęsta sieć drogowa była atutem przy staraniu się o uzyskanie koncesji na budowę kolei, ponieważ planowana linia miałaby korzystne połączenia z całym obszarem, co mogło zapewnić rentowność przedsięwzięcia. Tereny dzisiejszego południowego powiatu lwóweckiego, położone w dolinie górnej Kwisy były dobrze rozwinięte gospodarczo. Znajdowała się tu duża liczba zakładów przemysłowych, takich jak: młyny wodne, tartaki, wytwornie papki drzewnej, lniarnie, garbarnie, cegielnie, tkalnie. Wartki prąd Kwisy nadawał się do wykorzystania przemysłowego, jako siła napędowa maszyn i urządzeń, więc wzdłuż jej biegu wybudowano wiele fabryk. Stan ten miał się jeszcze polepszyć po spiętrzeniu Kwisy zaporą i utworzeniu zbiornika wodnego.Drobny przemysł coraz bardziej przegrywał rywalizacją z dużymi fabrykami w miastach, wyposażonych w wydajne maszyny i nowoczesne technologie. Na wsi sytuacja była trudniejsza, miejscowości się wyludniały powodując niedostatek siły roboczej i co za tym idzie wzrost jej ceny, a ziemie Przedgórza Izerskiego były terenami rolniczymi. Projektowana linia miała również służyć właśnie gospodarce rolnej, ułatwiając zbyt produktów. Kolej mogła również usprawnić transport drewna, pozyskiwanego z wielkich kompleksów leśnych. Dla przemysłu linia oznaczała natomiast usprawnienie przywozu surowców niezbędnych do produkcji, jak tez wywozu gotowych produktów. Ruch osobowy miał zaspokoić nie tylko potrzeby mieszkańców powiatu, ale także turystów i kuracjuszy. Natomiast zapotrzebowanie osób przyjezdnych wiązało się z dynamicznym rozwojem turystyki, wypoczynku i lecznictwa uzdrowiskowego. Na przełomie XIX i XX w. Góry Izerskie stanowiły, szczególnie dla mieszkańców dużych miast, sporą atrakcję, napływ turystów zwiększał się z roku na rok. Istniejące linie kolejowe tamtych lat umożliwiały dojazd do stacji w Jeleniej Górze, gdzie przybywało najwięcej podróżnych, traktując ją jako baza wypadowa w Karkonosze i Góry Izerskie. Dla przewiezienia wszystkich chętnych uruchomiono na odcinku Gryfów – Mirsk 19 par pociągów, a później do Pobiednej i Świeradowa-Zdrój. Żadna ówczesna kolejka w Prusach nie charakteryzowała się tak intensywnym ruchem. Najliczniejsze rzesze turystów kierowały się do Świeradowa, Czerniawy i kilku mniejszych letnisk górskich. Istniejący transport drogowy z przełomu XIX i XX wieku nie był w stanie zaspokoić wzrastających potrzeb. Budowa trasy Gryfów Śląski – Mirsk 5 października 1862 roku rozpoczęto budowę dworca kolejowego w Gryfowie Śląskim, a 20 września 1865 otwarto linię kolejową z Węglińca do Jeleniej Góry.O połączeniu Gryfowa z Mirskiem zadecydowano w 1882 r., wtedy podjęto decyzję o budowie linii kolejowej z Lwówka do Mirska przez Gryfów. Powodem tej decyzji było ożywienie lub wręcz uratowanie lokalnej gospodarki i zatrzymanie odpływu ludności. Był to okres, w którym chałupnicze metody tkactwa i włókiennictwa były wypierane przez zakłady włókiennicze, co powodowało zapaść w lokalnej gospodarce. Aby sfinansować połączenie, w 1880 r. został nałożony na cały ówczesny powiat lwówecki, specjalny podatek w wysokości 370 450 marek. Mirsk miał złożyć 38 000 marek. W sumie tej Zakłady Lniarskie w Mirsku, dobra Schaffgotschów oraz drobniejsze zakłady wytwórcze miały złożyć 21 300 marek. Pod zabudowę stacyjną w Mirsku miasto wydzieliło hektar gruntu, powstałego z zasypania "Lnianego Stawu", działkę tę oszacowano na 4000 marek. 1 listopada 1884 roku uroczyście otwarto linię kolejową z Gryfowa do Mirska, a o godzinie 12.30 nadjechał pierwszy pociąg z Gryfowa Śląskiego.Budynek dworca kolejowego był oddany do użytku 1 kwietnia 1906 roku, choć jeszcze w 1907 r. dobudowywano niektóre mniejsze pomieszczenia i budynki.

Symbol przedstawiony na kamienicy jest symbolem członka loży masońskiej do której zapewne należał budowniczy i właściciel kamienicy przy obecnej Rzecznej 30,jest to przykład wkładu masonerii w rozbudowę miasta i jego lepszego bytu w owym czasie ,masoni byli i są tolerancyjni na wyznawany światopogląd przez członka loży i dziwnym jest to że w owym czasie mógł on oficjalnie poprzez symbol umieszczony na domu pokazać jaki wyznaje światopogląd i był pełnoprawnym obywatelem społeczności Gryfowa iluż z nas teraz w dobie demokracji i podobno tolerancji odważyłby się na taki krok zamanifestowania światopoglądu który wyznajemy żeby nie zostać nazwanymi od odszczepieńców i innych heretyków tylko dlatego że ktoś nie toleruje innego światopoglądu niż swój. Całość poprzez swoją symbolikę ma bardzo uniwersalny przekaz-KORONA- symbol i oznaka władzy królewskiej też Boskiej ,Masoneria jako sztuka Królewska była wspierana przez monarchów tego świata ,CYRKIEL- symbol mądrości ,wiedzy ,rozumu ,twórczych i aktywnych sił Boga i człowieka .Łącząc w sobie okrąg ,czyli nieskończoność i punkt - początek , symbolizuje absolut .Obok węgielnicy i Biblii jest jednym z tzw. Wielkich Świateł w loży .WĘGIELNICA- symbolizuje równowagę i szczerość ,w rycie szkockim w połączeniu z cyrklem symbol siły pasywnej podczas gdy cyrkiel ma symbolizować siły aktywne ,symbolizuje też porządek ,uczciwość i szczerość też emblemat Czcigodnego loży. LEW- jest symbolem oczekiwania na przyjście Zbawiciela ,WILK -oznacza niezależność ,siłę i wytrwałość w dążeniu do celu jest też symbolem nawróconego złoczyńcy /jakby to nie zabrzmiało/,wilk i lew trzymają Koło- może to być znak cechowy kołodzieja lub tzw. Krzyż Kolisty-symbol cyklu rocznego i związku Nieba z Ziemią czyli "Jako na Ziemi tako i w Niebie" /ziemskie uczynki/ jednak tu w kole umieszczono by Krzyż Rycerski nawiązujący do krzyży zakonów rycerskich-symbol męstwa w boju ,LEW i WILK opierają łapy prawdopodobnie na wyobrażeniu KSIĘŻYCA który odbija światło mądrości którego każdy mason winien zawsze poszukiwać i pragnąć bez względu na wyznawany światopogląd .Czy te wartości nie są uniwersalne w dzisiejszym świecie według których powinniśmy postępować na co dzień lub do których dążymy lub powinniśmy dążyć? Pozostawiam to ocenie Czytelnika.

Mapa Google nie jest dostępna w podglądzie - zapisz artykuł i zobacz na stronie efekt

Zamek w Gryfowie, często mylony z zamkiem Gryf podobno stał już w momencie założenia miasta. Tradycja przypisuje jego budowę Bolkowi I Świdnickiemu, budowniczemu szeregu warownych umocnień przeciw najazdom czeskim. W średniowieczu był we władaniu książęcym. Po wygaśnięciu Piastów trafił w prywatne ręce. Przez pewien czas był siedzibą panów na Gryfie, którzy go rozbudowali i umocnili. Szczupłość miejsca i związane z tym niewygody spowodowały, że utracił swe znaczenie na rzecz zamku Gryf. Tragiczny w skutkach pożar w 1603r. strawił wszystkie zabudowania, z czego skwapliwie skorzystało mieszczaństwo, wykupując zrujnowany teren na potrzeby budownictwa miejskiego. Przy okazji pozbyło się tego niewygodnego symbolu ginącego feudalizmu. Dzisiaj po dawnym zamku pozostały tylko fragmenty kamiennych umocnień widoczne od strony ul.Rzecznej. Na tym miejscu postawiono budynki należące do parceli nr 1. Nie ma wielu informacji o tej budowli obronnej i nie znamy jego wyglądu, jednak wiadomo, że podczas budowy przed rokiem 1300 włączony został do pierścienia umocnień. Ze względu na strategiczne położenie, rolę obronną mógł spełniać doskonale. Wzniesiony na urwistym i stosunkowo wysokim brzegu Kwisy posiadał dodatkowe, naturalne zabezpieczenie od wschodu przez opływającą go Oldzę. Jednocześnie Kwisa wykonuje tu, u podnóża zamku gwałtowny zakręt, przy czym później rozlewa się pozwalając na łatwe jej przebycie. Niewielki pagórek na tyłach południowej pierzei rynku, na terenie dawnego zamku wyklucza możliwość istnienia fosy ze względu na znaczne różnice poziomu obecnego rynku i wód obu rzek. Jednak według niektórych autorów nie jest wykluczona obecność wodnych umocnień, biorąc pod uwagę przysparzające wiele kłopotów wydobywanie się wód podskórnych w piwnicach niektórych budynków z powodu istnienia podziemnego źródła, co doprowadziło do zniszczenia zabytkowych budynków przy ul. Lubańskiej, obecnej Bankowej i pierzei północnej rynku (o czym pisałam wcześniej). Być może mogłoby to świadczyć o istnieniu źródeł zasilających niegdyś w wodę fosy zamkowe, których kierunek spływu północ-południe kończy się w pobliżu ratusza. Hipoteza ta jednak nigdy nie została potwierdzona przez badania geologiczne. Jeżeli chodzi o zaopatrywanie się ludności w wodę – to odbywało się ono przy pomocy miejskich studzien lub rozwożenia jej przez woziwodów. Równocześnie jednak mieszkańcy Gryfowa czerpali wodę bezpośrednio z Kwisy. Były próby, ale bez większych osiągnięć prowadzenia instalacji wodociągowej i kanalizacyjnej przy pomocy drewnianych przewodów. W źródłach historycznych znajdują się wzmianki z 1722r. o dębowych kadziach ustawianych na ulicach miasta, napełnianych okresowo wodą. Niestety z wody tej chętnie korzystały również zwierzęta. Ale największą wadą tych zbiorników były wypadki utonięcia w nich małych dzieci. Wodociągi z prawdziwego zdarzenia miasto otrzymało dopiero w roku 1905. Dla upamiętnienia tego faktu w roku 1908 w rynku ufundowano kamienną rzeźbę z fontanną, na której znajdują się gryfy związane z historią powstania miasta oraz jeden z herbów Gryfowa. Widoczne są też dwie postacie chłopięce. Podania historyczne mówią, że umieszczono je na pamiątkę dzieci, które utonęły w kadziach. Naszą uwagę zwraca równość klas społecznych; bogatego i biednego dziecka podczas zabaw. Istnieje również legenda o dwóch chłopcach będących na wagarach, o czym świadczą porzucone tornistry. Podczas beztroskich zabaw, zauważyli palące się domy. Był to czas, kiedy mieszkańcy Gryfowa pracowali na pobliskich polach. Aby zawiadomić gryfowian o rozprzestrzeniającym się pożarze, weszli na wieżę głośno bijąc w dzwony. Ogień został ugaszony, jednak obaj bohaterowie zginęli. Na pamiątkę tego zdarzenia ufundowano fontannę wraz z postaciami bohaterskich chłopców.

Jeszcze dzisiaj idąc na spacer w okolicach dworca kolejowego w Gryfowie. Napotykamy na murowane bunkry wartownicze z okresu Drugiej Wojny Światowej. Chodząc po łąkach i zaroślach napotykamy przypadkowe oczka wodne, nienaturalne pagórki i wzniesienia. Są to pozostałości po miejscach gdzie kiedyś stały działa słynne niemieckie Flak – 88 mm i okopane czołgi. Z spokojnego sennego miasteczka zagubionego w górach Izerskich na początku 1945 roku Gryfów stał się miastem przyfrontowym. W słoneczną styczniową niedzielę przelatywała nad Gryfów amerykańska eskadra bombowców. Ogłoszono alarm ! Nad miastem doszło do walki którą podjęły nieliczne niemieckie myśliwce Me -109. Jak wspomina Reinhard Fritsch były mieszkaniec naszego miasta jeden z Messerschmittów 109 został zestrzelony w okolicach Biedrzychowic. Przez miasto przewalały się tłumy uciekinierów, wozami konnymi. z wózkami ręcznymi, tobołami na plecach wszyscy uciekali przed nadchodzącymi Rosjanami. Najgorzej było , wspomina dalej były mieszkaniec naszego miasta , gdy do dyżurów nocnych na stacji wyznaczono nas 15 letnich chłopców. Mieliśmy wydzielony pokój w hotelu Elsnera ( dziś „ Stacja nad Kwisą) który wyposażono w żołnierskie prycze na których mogliśmy się zdrzemnąć. Jednak rzadko mieliśmy okazję do drzemki, często biegliśmy z hotelu na peron kolejowy gdzie stały pociągi z rannymi. Rannych musieliśmy przenieść z wagonów do stojących przed dworcem sanitarek. Dalej rannych przewożono do sanatorium Birkenhof. Płacz, wycie, przekleństwa , cierpienie ciężko rannych żołnierzy było moim pierwszym spotkaniem z okropnościami wojny, która nieuchronnie zbliżało się do Gryfowa. 16 lutego Wojska radzieckie docierają do Lwówka Śląskiego, walki toczą się więc 15 kilometrów od Gryfowa. Słychać kanonadę armat i dźwięk organów Stalina jak Niemcy nazywali katiusze. Władze Gryfowskiego NSDAP podejmują decyzję o ewakuacji kobiet i dzieci z miasta. 22 lutego specjalny pociąg odjeżdża z Gryfowa. Tylko 7 kilometrów dzieli już Gryfów od linii frontu. Dookoła stacji kolejowej okopano około 100 dział Flak 88mm Niemcy rozpaczliwie bronili linii kolejowej Zgorzelec – Wałbrzych. Gryfów był ważnym węzłem kolejowym. Na drogach wylotowych z Gryfowa ustawiane są zapory przeciw czołgowe. Wmieście przebywają rozmaite jednostki wojskowe. Ludność cywilna która pozostała , włamuje się do spożywczych sklepów i mieszkań pozostawionych przez uciekinierów w poszukiwaniu żywności. Nad dworzec kolejowy co rusz nadlatują bombowce radzieckie lecz nie mają szans na zrzucenie bomb, szaleńcza kanonada z dział skutecznie ich odstrasza. Jednak w okolicach Ubocza dopadają pociąg z amunicją, do późnej nocy słychać było wybuchy granatów z czterech trafionych wagonów. W marcu 1945 roku dni były mroźne ale bez śniegu. Pozostałych w mieście cywili starszych mężczyzn, niepełnoletnich chłopców, młode kobiety wysłano do kopania okopów. Najpierw na linii Gryfów – Krzewie Wielkie. Potem budowano okopy na wzgórzach w okolicy Ubocza w kierunku Nowej Świdnicy. W marcu wojska niemieckie odbiły Lubań na krótko zajęty przez wojska radzieckie. W Gryfowie w marcu i kwietniu 1945 roku stacjonuje regiment pancerny „Gross Deutschland”. Zjawia się też dowodzący armią „Środek” feldmarszałek Schorner. Przemyka swoim wozem ulicami Gryfowa i zaprowadza żelazną dyscyplinę w swoich oddziałach. Żandarmeria wojskowa bez pardonu wykonuje rozkaz feldmarszałka , rozstrzeliwuje bądź wiesza dezerterów. Po wojnie feldmarszałek odsiedzi w RFN 4lata więzieniu za wydanie rozkazu - każdy żołnierz będący poza linią frontu bez pisemnego rozkazu zostanie rozstrzelany. Zdaniem niemieckich byłych wojskowych, był to rozkaz bezsensowny i niewykonalny w tamtej sytuacji. Sam zresztą pozostawił swoją armię i 9 mają dezerteruje i poddaje się Amerykanom. Powojnie był krytykowany że nie wykorzystał swojej pozycji i nie negocjował z amerykanami lepszych warunków kapitulacji i tym samym pozostawił swoich żołnierzy w rękach Rosjan.

W kwietniu 1945 roku większa część mieszkańców naszego miasta uciekła przed nadchodzącą Armią Czerwoną. Tylko pojedyncze sklepy były otwarte. Z pozostałej męskiej części obywateli Gryfowa w wieku od 16 do 60 lat utworzono oddział Volksturmu. Przed południem w zwartej kolumnie maszerowali oni do siedziby Hitlerjugend znajdującej się w wsi Wieża. Tam odbywali przeszkolenie wojskowe na wieczór zwalniano ich do domów. Jak wspomina były mieszaniec naszego miasta Reinhard Fritsch – 10 kwietnia powołano do Volksturmu mój rocznik 1930. Musieliśmy się zameldować w siedzibie Hitlerjugend w wsi Wieża. Tam nas skoszarowano, wydano nam mundury i oznajmiono że następnego dnia nasz oddział wymaszeruje do Świeradowa Zdroju. Tam przejdziemy szkolenie w obsłudze pancerfaustów gdyż nasz oddział Volksturmu przeznaczono do niszczenia radzieckich czołgów T – 34. Jednak do szkolenia nie doszło gdyż brakowało już instruktorów którzy mieli nas wyszkolić i jak podejrzewam samych pancerfaustów. Tak więc co dzień rano z śpiewem na ustach maszerowaliśmy z Wieży nad j. Złotnickie w pobliżu Złotnik Lubańskich kopać pozycje obronne. Wieczorem wracaliśmy zmęczeni i głodni do miejsca zakwaterowania gdzie naszym posiłkiem był tylko wodnisty talerz zupy. Warunki w siedzibie Hitlerjugend były fatalne, zapychała się toaleta po prostu nie starczała na tyle osób. Tak więc w parku obok budynku wybudowaliśmy polową latrynę. W soboty wieczorem maszerowaliśmy do szkoły katolickiej ( dziś przedszkole na ul. Akacjowej) i w jej piwnicach braliśmy prysznic. Potem na chwilę puszczano nas do domów byśmy mogli najeść się do syta. W dniu 1 mają 1945 roku rano na zbiórce naszego oddziału dowódca oznajmił że nasza formacja Volksturmu została rozwiązana. Lecz my pojedynczo mamy rozkaz przedostać się na Zachód gdzie wspólnie z Amerykanami i Brytyjczykami mamy walczyć przeciwko bolszewikom. Dziś muszę przyznać że ogłupianie i mącenie w głowach młodym ludziom trwało aż do ostatnich godzin końca wojny. Jednak mój ojciec zrobił wszystko bym nie posłuchał takiego rozkazu i został w domu. Przez protekcję zostałem gońcem w Gryfowskim oddziale partii NSDAP , która mieściła się przy ul. Lubańskiej. Do dziś mam jeszcze widok jak do późnych godzin nocnych, przewodniczący partii pan O. i jego współtowarzysze w swych brunatnych mundurach obradują i zastanawiają się co robić dalej? Pomału sytuacja w Gryfowie stawała się nieciekawa. Wojska niemieckie 6 mają opuszczają miasto i wycofują się w kierunku Czech. Na odchodnym jadący ciężarówką żołnierz krzyknął - ( Co wy tu jeszcze robicie, jutro będą ty ruscy !) Cóż było robić ja i cała moja rodzina spakowała się i uciekła do Rębiszowa. Jeszcze 7 mają saperzy niemieccy wysadzają mosty na Kwisie, Oldzy, wiadukty kolejowe i centralę telefoniczną Simensa koło poczty. Ósmy mają był słonecznym pięknym dniem, na drodze z Grudzy do Krobicy jechała na ciężarówkach i furmankach kolumna wojskowa, byli to Rosjanie. Jeden z rosyjskich żołnierzy odłączył się od kolumny na rowerze i wjechał na podwórka na którym stałem. Żołnierz rzucił rower na ziemię, wpadł do domu i z korytarza wziął rower mojego wujka i popedałował do swoich. Rower który nam zostawił miał przebitą przednią oponę. Do Gryfowa żołnierze radzieccy wkroczyli 8 maja 1945, z krzykiem hurra! Oddali parę strzałów z pepesz i rzucili kilka granatów, lecz zobaczywszy że nie ma żadnego oporu rozeszli się po domach szukając kobiet i wódki. Samobójstwo przed wkroczeniem Rosjan popełniło w Gryfowie 30 rodzin, zgwałcono wiele kobiet niektóre do utraty przytomności. Moja rodzina miała szczęście, gdyż do naszego domu wprowadził się major Szapowałow z swoim ordynansem. Tak że nasz dom omijali pijani i plądrujący żołnierze. Wkrótce nasza część miasta stała się garnizonem wojskowym. My wyrostki w krótkim czasie znaliśmy parę słów po rosyjsku i jakoś dogadywaliśmy się z żołnierzami. Dla nas zaczął się czas długich wakacji, nie zdawaliśmy sobie sprawy z grożących nam niebezpieczeństw. Leżało mnóstwo porzuconej broni i nieraz w okolicy ul. Partyzantów słychać było strzały z pistoletów w naszym wykonaniu. Rosjanie wyłamali drzwi od wiaty z kajakami i pływali po jeziorze Złotnickim łowiąc ryby w prosty sposób , rzucając granaty do wody. Z kajaków również i my korzystaliśmy wiosłując Kwisą do Gryfowa, by rano kajakiem z powrotem popłynąć do jeziora. Ojciec postanowił skrócić moje „dzikie” wakacje i posłał mnie do pracy. Zostałem zatrudniony 1 czerwca 1945 roku w firmie Waltera Henne zajmującą się naprawą maszyn do szycia i rowerów. Głównymi klientami byli Rosjanie którzy przynosili nam do naprawy swoje zdobyczne rowery. Przez pracę w firmie Henne, wielu żołnierzy rosyjskich mnie znało. Za naprawienie roweru dostawałem chleb, masło a czasami i kawałek mięsa. Jeden z nich zabrał mnie z sobą do kina na film „Die Frau meiner Traume” z Mariką Rock. Przed filmem wyświetlono radziecką kronikę filmową o wyzwoleniu obozów koncentracyjnych. Nie mogłem uwierzyć w pokazywane sceny filmowe, myślałem że to rosyjska propaganda. Nie mogłem sobie wyobrazić że my Niemcy byliśmy zdolni do takiego okrucieństwa. Nawet próbowałem się spierać z żołnierzem który mnie zabrał do kina że to nieprawda, że człowiek nie jest zdolny do takich czynów. Tak skończyła się dla mnie wojna i moje dzieciństwo w Gryfowie Śląskim. 13 lipca 1946 roku zostałem wraz z rodziną wysiedlony. Koniec

na podstawie wspomnień Reinharda Fritscha

 

Jeszcze w poniedziałek 07 mają 1945 roku na murach Gryfowa Śląskiego wisiały na murach i słupach ogłoszeniowych plakaty z rozpaczliwą odezwą, nieobecnego już wtedy - niemieckiego burmistrza Bartelsa do mieszkańców miasta. Gdy już o świcie w wtorek 08 mają 1945 roku, żołnierze radzieccy rozklejali plakaty z odezwą podpisaną przez dowódcę 1 ukraińskiego frontu Marszałka ZSSR.

Wtorek 08 maj 1945 rok – Do dowódcy Armii Środek feldmarszałka Schornera. Do dowódcy 4 niemieckiej armii pancernej. Do dowództwa 17 niemieckiej armii. Do generałów, oficerów, podoficerów i żołnierzy armii „Środek” Uważając dalszą walkę i stawianie oporu armiom sił sprzymierzonych ZSRR, Wielkiej Brytanii i USA za bezsensowną i i beznadziejną. Naczelne dowództwo wojsk niemieckich podpisało 07 mają 1945 roku w mieście Reims militarną kapitulację wszystkich niemieckich sił zbrojnych dotyczącą również frontu wschodniego. Ta bezwarunkowa kapitulacja wchodzi z życiem w dniu 08 mają 1945 roku o godzinie 23.00 czasu środkowoeuropejskiego. Proponuję by wszystkie niemieckie zgrupowania wojskowe do dnia 09 mają 1945 roku do godziny ósmej rano czasu Moskiewskiego zaprzestały działań wojennych i złożyły broń. Oficerowie i żołnierze mają oddać się do niewoli. W razie nieprzyjęcia warunków kapitulacji pełną odpowiedzialność i wynikłe z tej sytuacji konsekwencje ponosi dowództwo Armii „Środek” Podpisano – Dowódca I Frontu Ukraińskiego marszałek ZSRR Iwan Koniew.

W Gryfowie, w miarę stabilizacji sytuacji po zajęciu miasta przez Armię Czerwoną zaczęto rozklejać plakaty z rozporządzeniami dotyczących bezpośrednio ludności cywilnej naszego miasta.

Piątek 11 mają 1945 rok. - Do obywateli miasta Gryfowa !!! Komendantura miasta rozkazuje możliwie jak najszybciej otworzyć sklepy i warsztaty rzemieślnicze. Przedtem jednak wszyscy właściciele przede wszystkim szewcy krawcy, piekarze mają zameldować się osobiście u komendanta. Natychmiast od dzisiaj ma być zorganizowana Miejska Straż Pożarna . Wyznaczone osoby mają stawić się do dyspozycji w urzędzie burmistrza przy ul. Lubańskiej 46. Wszystkie samochody ciężarowe, osobowe, motocykle, rowery mają od zaraz być zdane do Komendantury. Zepsute pojazdy należy zgłosić. Nie respektowanie tego zarządzenia będzie surowo ukarane. Wyłączone są pojazdy zaprzęgowe i wózki ręczne. Należy zorganizować służby porządkowe podległe komendanturze i stojące do dyspozycji siłom policyjnym. Oznaczenie służb porządkowych będzie jeszcze podane. Wszystkie aparaty telefoniczne z wyjątkiem tych aparatów telefonicznych przytwierdzonych do ścian mają być zdane. Kto posiada informacje o polach minowych i rozłożeniu min ma natychmiast zameldować w Komendanturze miasta.

Radia, aparaty telefoniczne, rowery sprzęt sportowy zdawany przez ludność niemiecką magazynowano na podwórzu hotelu „ Zu Burg” czyli za budynkiem dawnego kina „Tivoli”. Wiele jednak wartościowych rzeczy, ludność zakopywała. Żołnierze radzieccy a później przybyli Polacy przeszukiwali podejrzane miejsca długimi metalowymi prętami. Wkrótce na czele niemieckiej administracji niemieckiej, komendant miasta wyznaczył komisarycznego burmistrza. Został nim znany gryfowski komunista – Osvald Vogel

Poniedziałek 14 maj 1945 rok – Do obywateli miasta Gryfowa ! Odnośnie odezwy z dnia 13.5.1945 informuję. Wydawane będą po okazaniu dowodu tożsamości nowe Kartki na chleb. Na osobę przypada 400 gram chleba dziennie. Odnośnie służb porządkowych, wyznaczeni mężczyźni mają stawić się wraz znającym język rosyjski tłumaczem u urzędującego obecnie burmistrza. Przebywanie na ulicach miasta zostało przedłużone do godziny 23 wieczór. Wolne i opuszczone mieszkania muszą być zgłoszone do 15 mają do godziny 6 wieczór. Do tego samego czasu mają zgłosić się wszyscy prywatni krawcy i krawcowe.

Wtorek 15 maj 1945 rok. - Rozkaz dla miasta Gryfowa. Wszyscy mężczyźni w wieku 17 – 50 lat przebywający w mieście muszą się zameldować w komendanturze miasta w Ratuszu 19 mają do godziny 10 rano. Każdy ma zabrać z sobą łyżkę, kubek i prowiant na trzy dni. Niewykonanie tego rozkazu zostanie potraktowane jako niewypełnienie umowy kapitulacji i tym samym zostanie ukarane zgodnie z prawem wojennym.

Podpisano – szef garnizonu generał major Knjaskow

Z grupy przybyłych wybrano 20-stu mężczyzn. Zostali wywiezieni do Rosji, wróciło zaledwie kilku i to po paru latach. Reszta starszych mężczyzn została skierowana do prac usuwania umocnień przeciw czołgowych w wokół Gryfowa.

Środa 16 maj 1945 rok. - Do mieszkańców Gryfowa ! Kwatery dla żołnierzy przydziela komendantura wojskowa, samodzielne wynajmowanie mieszkań dla wojskowych jest zabronione. By przywrócić prawidłowe funkcjonowanie Urzędu Miasta działającego w interesie obywateli wzywa się mieszkańców do uregulowania zaległych rachunków i podatków. Punty kasowe są już czynne i znajdują się przy ulicy Lubańskiej 46. Od dzisiaj działają już służby porządkowe. Siedziba służb porządkowych znajduje się w rynku nr 35 w biurze sklepu tytoniowego Ahl. Urzęduje tam również tłumacz i doradca prawny. Potrzebne są osoby dorosłe ( mężczyźni i kobiety ) do pracy. Również młodociani w wieku 14 – 17 lat muszą zostać włączeni do prac porządkowych stosownie do ich wieku. Osoby te mają zgłosić się w ciągu trzech dni przed siedzibą burmistrza między godziną 5 rano a 6 wieczór. Mężczyźni z służb porządkowych mają za zadanie czuwać nad bezpieczeństwem, porządkiem i czystością na ulicach i placach naszego miasta. Ludność miasta prosi się by w miarę swoich możliwości wspomagały owe służby. Powołane są do ochrony mieszkań i kobiet. Przypadki plądrowania i bezprawnego przejęcia mieszkań przez osoby wojskowe należy zgłaszać do biura służb porządkowych. Mężczyźni będących w służbie porządkowej noszą na ręku czerwono – białe – czerwone opaski. Mają uprawnienia sił pomocniczych policji ich polecenia należy bezzwłocznie wykonywać. Nie wykonanie poleceń służb porządkowych będzie karane.

Poniedziałek 21 maj 1945 rok – Do mieszkańców miasta Gryfowa ! Wzywa się obywateli miasta do wypełniania na nowo kart meldunkowych, gdyż stare karty meldunkowe zostały zniszczone. W tym celu wszyscy przebywający w mieście mają między 23 a 30 mają od godziny 6 rano do godziny 8 wieczór osobiście zgłosić się w Urzędzie Miasta na ul. Lubańskiej 46 i wypełnić przygotowane już formularze i dokumenty. Obowiązek meldunkowy spoczywa na właścicielach domów. W razie nie wypełnienia obowiązku meldunkowego, należy liczyć się z ukaraniem i nieotrzymania kartek na żywność. Do organizowanej Miejskiej Straży Pożarnej potrzeba jeszcze mężczyzn i kobiet oraz młodocianych. Chętni są przyjmowani w biurze do spraw straży pożarnej na ul. Lubańskiej 46. Właścicieli sklepów wzywa się do otwarcia sklepów i w miarę możliwości organizowania towarów do sprzedaży. Sklepy mają być czynne od godziny 7 do 8 w razie nie przestrzegania godzin handlowych grozi kara do 1000 RM. O miejscach składowania lub magazynowania benzyny, oleju, mąki, zboża należy natychmiast informować urzędującego burmistrza. Zarządzenia okupacyjnych władz radzieckich należy bezwzględnie wykonywać i przestrzegać gdyż konsekwencje ponieść może nie tylko sam winowajca ale również cała społeczność gryfowska. Na drzwiach domów należy wywiesić informację że broń i amunicja oraz aparat radiowy, telefoniczny zostały oddane komendanturze wojskowej. Informacja taka może ustrzec przed rewizją i przeszukaniem domu i mieszkań. Odpowiedni formularz znajduje się u burmistrza.

Czwartek 24 maj 1945 rok – Do mieszkańców miasta Gryfowa ! Do komendanta miasta Gryfowa dochodzą informacje o plotkach rozchodzących się po mieście jakoby już niedługo miasto Gryfów ma przejść do amerykańskiej strefy okupacyjnej. Jest to nieprawdą. Rozsiewanie takich wiadomości będzie karane. Nieprawdą jest jakoby żołnierze radzieccy rozstrzeliwali bez sądu kobiety niemieckie. Bez wyroku sądu nikt nie będzie ukarany. Informuję że rząd Radziecki nie walczy z narodem niemieckim, zwalcza tylko faszystowskie rządy i zwolenników tych rządów. W ostatnim czasie do Gryfowa przybyło wiele osób którzy nie spełnili obowiązku meldunkowego. Każdy obywatel miasta ma obowiązek wskazać takie osoby, które uchylają się od tego obowiązku. Wezwani do pracy kobiety i mężczyźni mają punktualnie o godzinie 7.00 czasu rosyjskiego zgłosić się z szpadlem i łopatą przed siedzibą komendantury gdzie będzie im przydzielona praca. Niepotrzebne osoby będą odesłane do domu. Obowiązkom meldunkowym i rejestracji podlegają mężczyźni w wieku 17 – 50 lat zwolnieni w ostatnim czasie z Wermachtu. Wzywa się właścicieli i dzierżawców pól uprawnych do zagospodarowania ugorów gdyż może dojść do kłopotów z zaopatrzeniem w żywność. Komendantura życzy sobie by odbywały się w tygodniu targi, gdzie chłopi z okolicznych wiosek wokół Gryfowa mogli sprzedawać swoje produkty które nie podlegają kontyngentowi.( Twaróg, ser, warzywa , owoce, ryby) Targi mają odbywać się w środę i w soboty od godziny 8.00. Każdy rolnik jest pod ochroną wojsk radzieckich. Już wkrótce w hotelu „zur Burg” dawne kino „Tivoli” będzie czynne kino. Zabronione jest pozdrowienie hitlerowskie. Gospody i hotele mają być w miarę możliwości czynne. W interesie zaopatrzenia ludności cywilnej w jajka, zarządza się by każdy hodowca drobiu między 28 mają a 17 czerwca od każdej nioski odstawił 8 jajek do punktu zbiórki jajek ul. Bornstr.11 w sklepie kupca Hagendorfa. Ubój kur niosek jest zabronione.

30 czerwiec 1945 rok – Władza w mieście Greifenberg przechodzi w ręce administracji Polskiej. W tym dniu zdjęty zostaje z stanowiska burmistrz Oskar Vogel jego miejsce powołano Stefana Mędrzyckiego. Przez pewien czas nasze miasto będzie nosić nazwę Gryfogóra.

Wielkim zaskoczeniem dla pracowników niemieckich zatrudnionych w Greiff-Werke (dawny Gryfex) była zgoda władz radzieckich na otwarcie szkoły dla dzieci niemieckich na terenie fabryki. Do szkoły mogły uczęszczać tylko dzieci niemieckich pracowników tej fabryki. Jak do tego doszło ? Wiemy z relacji pana rektora Wagnera, która ukazała się w miesięczniku „Die Brucke” z 19 września 1952 r. wydawanym przez pewien okres na terenie ówczesnych Niemiec Zachodnich. Jak wspomina rektor Wagner, po ucieczce ludności cywilnej z miasta przed zbliżającym się frontem i zajęciu przez wojska radzieckie Gryfowa Śląskiego. Wielu jego mieszkańców zaczęło powracać . Wkrótce Rosjanie uruchomili na swoje potrzeby, największy zakład w mieście Greiff – Werke. Kierownikiem został długoletni pracownik tej firmy pan Blume. Jednak podlegał on bezpośrednio dyrektorowi którym był oficer radziecki , kapitan Teplicki ( wg org. relacji oberleutnant Teplitzky). W międzyczasie wzrosła ilość zatrudnionych do ponad stu osób. By zająć się pozostającymi bez opieki dziećmi pracowników. Pan Blume poprosił rosyjskie władze wojskowe o wyrażenie zgody na utworzenie szkoły na terenie zakładu dla dzieci robotników niemieckich. Nie było to łatwe, Rosjanie byli bardzo podejrzliwi – jak wspomina rektor Wagner. Nie raz musieliśmy ja i pan Paesler jechać do Legnicy i tam z rosyjskim oficerem do spraw politycznych pertraktować i rozmawiać na temat utworzenia szkoły. Rosjanie w swoich planach po prostu nie przewidywali takiej sytuacji. Jednak powoli zaczynali się przychylać do naszej prośby. Gdy przedstawiłem swój prowizoryczny plan lekcyjny, oficer zwrócił mi uwagę dlaczego nie ująłem w planie lekcji religii. Wiedziałem że wg planu lekcyjnego w wschodnim Berlinie jest to niemożliwe. Tak samo zapytał mnie dlaczego j. Rosyjskiego jest godzina lekcyjna dziennie a j. Angielskiego dwie godziny tygodniowo. Nie miał nic przeciwko by dołożyć lekcję j. Angielskiego godzinę dziennie. W ogóle dano nam wolną rękę w sprawie nauczania i podręczników. O komunistycznej propagandzie nie było mowy, tak jak nie żądano od nas obowiązkowej przynależności do Komunistycznej Partii Niemiec ( KPD). Na początku listopada 1946 roku rozpoczęliśmy rok szkolny. W klasach po byłej szkole zawodowej na czwartym piętrze zgromadziło się około 200 - ście dzieci. Podzieliliśmy je na cztery grupy. Klasa nauczania początkowego, klasę drugiego roku nauczania ( 2 klasa szkoły podstawowej), klasę średniego poziomu ( gimnazjum) i klasę wyższego poziomu nauczania ( Liceum). Brakujące ławki lub meble dorabiali nam stolarze pracujący w fabryce. Niektóre dzieci przez dwa lata nie chodziły do szkoły. Tam gdzie dzieci uczone były przez rodziców w domu, można było takie dziecko dać do wyższej klasy nauczania. Naturalnie brakowało nam książek i zeszytów. Przyborów do pisania. Tutaj pomagał nam pan Blume, który organizował materiały piśmiennicze z biur zakładu. Mieliśmy trochę szczęścia podręczniki do szkoły średniej znaleźliśmy na strychu byłego nauczyciela. Z znalezionych książek urządziliśmy skromną bibliotekę. Parę tygodni uczyliśmy bez podręczników, później dowieziono nam podręczniki z Legnicy do języka niemieckiego i rachunków. Były one w pośpiechu wydrukowane w Berlinie. Mimo trudności, staraliśmy się dzieci nie tylko uczyć na bieżąco, ale nadgonić stracony czas. W naszej szkole nie było ferii i świąt, było tylko dwa dni ferii z okazji świąt państwowych. Byliśmy też uzależnieni od zakładowego centralnego ogrzewania. Dzieci chętnie przychodziły do szkoły i pilnie się uczyły. Największą karą było usunięcie z szkoły. Były trzy takie przypadki, musieliśmy to zrobić by zachować swój autorytet nauczyciela. My nauczyciele nie mieliśmy pensji, naszą wypłatą były skromne datki rodziców dzieci uczęszczających do naszej szkoły. Do szkoły mogły chodzić tylko dzieci pracowników Greff – Werke, dlatego nie mogliśmy przyjąć mimo próśb innych niemieckich dzieci. Brakowało nam po prostu miejsca. Wyjątek zrobiliśmy tylko dla dzieci niemieckich pracowników komunalnych podległych polskiej administracji. Na skutek interwencji polskich władz u kapitana Teplickiego, musieliśmy je przyjąć. Pokój nauczycielski znajdował się na piątym piętrze budynku zakładu w byłym gabinecie dyrektora. W lecie wykorzystywaliśmy taras znajdujący się na dachu zakładu. Pan Paesler z racji tego że w czasie I wojny światowej był tłumaczem j. Rosyjskiego przejął w naszej szkole jego nauczanie. Na lekcjach tych bywał zawsze oficer rosyjski zachowywał się neutralnie. Kontrolujący oficerowie ożywiali się na lekcjach muzyki gdy pan Paesler grał na fortepianie muzykę z repertuaru rosyjskich klasyków. W lipcu 1947 roku władze radzieckie przekazały fabrykę w ręce administracji polskiej tym samym musieliśmy zamknąć naszą szkołę. Z szkołą polską znajdującą się na ul. Kolejowej 44 nie mieliśmy żadnych kontaktów. Polscy rodzice przysyłali do nas swoje dzieci w wieku 14 -16 lat, które przez wojnę również straciły lata szkolne na j. angielski. Chodziło o to by mogły w gimnazjum czy to w Jeleniej Górze lub Lwówku Śląskim rok szkolny zacząć o klasę wyżej. Z wiedzy jaką posiadam to na Dolnym Śląsku były w tych latach 1946 – 1947 były tylko dwie niemieckie szkoły jedna w Legnicy i druga nasza w Gryfowie Śląskim. Nasi uczniowie po przesiedleniu w swoich nowych szkołach w strefach okupacyjnych, znaleźli się w klasach zgodnie w swoim wieku. Jak wspomina pan Joachim Pacha z szkoły w Greff – Werke pamięta ciasnotę w klasach i lekcje śpiewu gdzie na fortepianie przygrywał im pan Paesler. Do nauki i chodzenia do szkoły musiał się – jak mówi na nowo przyzwyczajać. Lecz mimo tego że miał dwa lata „laby” to gdy znalazł się w wschodniej strefie okupacyjnej, dzięki szkole w Greiff – Werke przydzielono jego do 4 klasy szkoły podstawowej. Tak że zapóźnienie edukacyjne z lat wojny, nie były takie duże.

Wspomnienia - Joachim Pacha

Zebranie Organizacyjne Miejskiej Rady Narodowej w Gryfogórze odbyto w dniu 08 sierpnia 1946 roku w sali posiedzeń obrad Rady Miejskiej.

Epidemia dżumy, zwanej w wiekach średnich, czarną śmiercią lub zwyczajnie zarazą co jakiś czas nawiedzała nasze miasto, zbierając obfite żniwo. Dramatyczny jest zapis kroniki z roku 1497, gdy po wygaśnięciu epidemii, przy życiu zostało zaledwie 12 mieszkańców. Wymarła i zniknęła z map wioska o nazwie - Altwiesa. Wioska posiadała pięć dużych gospodarstw i kilka domów, jej pola graniczyły z polami Krzewia Wielkiego. Położona była między Gryfowem i Brzezińcem. Ludność wymarła a domy spalono, bojąc się rozprzestrzenienia epidemii.

W roku 1585, zaraza została przywleczona przez podróżnych z Czech. Zmarło wówczas 60 mieszkańców miasta. Więcej wiemy o zarazie z roku 1613, kiedy to zmarło 1072 osób. I tak z cechu piekarzy umarło – 62 osoby, z cechu rzeźników – 48 osób, z cechu szewców – 54 osoby, z cechu krawców – 33 osoby, z cechu kowali – 48 osób, z cechu cieśli i stolarzy – 34 osoby, cech farbiarzy stracił 19 osób, cech tkaczy – 259 osób, cech kuśnierzy – 40 osób, zmarło też 475 osób niezrzeszonych w żadnym cechu. Zdrowi Gryfowianie opuścili miasto, koczując na polach w namiotach i szałasach. Kapłan Hartranft odprawił nawet mszę w namiocie, przed bramą Żytawską. Pierwsze zgony nastąpiły w kwietniu, kiedy to zmarło dziewięć osób. W maju – 52 osoby, w czerwcu – 78 osób, w lipcu – 162 osoby, w sierpniu – 323 osoby, w wrześniu – 213 osób, w październiku – 152 osoby, w listopadzie – 65 osób, w grudniu – 16 osób. W styczniu 1614 roku umarły dwie osoby, zaraza wygasała.

Po Nowym Roku, odprawiono uroczystą mszę świętą w intencji zmarłych na dżumę obywateli miasta, których pochowano bez zbędnych ceremonii i w pośpiechu, podczas trwania epidemii. Ucierpiały też sąsiednie wioski i miasteczka. W Proszówce umarło wtedy 23 osoby w Krzewiach 4 osoby, w Wieży 48 osób . W Lubomierzu nie przeżyło 898 osób a w Mirsku 325 osób.

W starych zapiskach jest też mowa o ówczesnym medyku gryfowskim, który utrzymywał, że wyleczył i uratował przed śmiercią 320 mieszkańców. Godna pochwały jest postawa burmistrza miasta Georga Bartscha i notariusza Georga Schramma. Przez 20 tygodni mieszkali w Ratuszu , dzień i noc służyli pomocą zdrowym i chorym obywatelom miasta a umierającym jak pisze kronikarz -” pomagali spełnić ich ostatnią wolę”.

Epidemia cholery występowała już w 1831r. na terenie Dolnego Śląska. Zagrożonie epidemią naszego miasta były lata 1863 do 1865. Kiedy to epidemia cholery wybuchła wśród robotników budujących kolej. Szybko postawiono barak obok szpitala na ul. Jeleniogórskiej, gdzie umieszczano chorych. Kwarantanna, którą zarządził lekarz dr. Born, przyniosła efekt. Epidemia cholery nie rozprzestrzeniła się w naszym mieście. Odnotowano tylko śmierć wdowy po piekarzu, pani Doering. Było też kilka przypadków śmierci osób przejezdnych, które nie mając sił na dalszą podróż trafiały do naszego szpitala, lecz tutaj już niemożna było im pomóc. Epidemia cholery wśród robotników budujących tory, nie przeszkodziła w terminowym oddaniu trasy kolejowej.

Wśród wielu przywilejów, jakie nadał naszemu miastu Bolesław II zwany Małym, książę Świdnicko – Jaworski, było prawo sądownicze. Jak pisał kronikarz – w dniu św Bartłomieja roku Pańskiego 1354, miasto bliskie memu sercu, Gryfów ma mieć swobodne prawo powołania sądów, sędziego i ławników w sprawach zwykłych jak i kryminalnych. Okręg jurysdykcyjny Gryfowa Śląskiego ,obejmował sołectwa Młyńsko, Krzewie Wielkie, Proszówka, Zamek „Gryf”, Wolimierz, Brzeziniec. Na znak swojej przynależności do jurysdykcji Gryfowskiej, co roku sołectwa te brały udział w procesji w Dniu Wniebowstąpienia. Za nie uczestnictwo w procesji groziła grzywna 10 groszy. Trybunał sędziowski wybierano z członków rady miejskiej, na pewno w skład trybunału wchodził burmistrz miasta, gdyż zawsze starano się by w procesie uczestniczył człowiek wykształcony i biegły w prawie. W wydawaniu wyroków sądowych podpierano się starym prawem Lwóweckim, które obowiązywało wówczas w całym księstwie Świdnicko- Jaworskim. Co ciekawe przywilej sądowniczy nadany przez księcia Bolesława przetrwał do roku 1808 roku, kiedy sprawy związane z sądownictwem przejęły urzędy królewskie. Kasa miejska ucierpiała na tym, gdyż przez różne grzywny i kary wpływały do niej kwoty wysokości około 300 talarów rocznie. Dopiero umorzenie 11 stycznia 1817 roku, część podatków jakie miasto płaciło do kasy królewskiej pozwoliło załatać, miejską dziurę budżetową. Sąd w Gryfowie mógł orzec najwyższą karę, karę śmierci. Lecz wyrok ten musiał być zaakceptowany przez władze wyższe. O wykonaniu wyroku decydował sam książę, lub urząd na dworze w Pradze, gdy Gryfów należał do królestwa czeskiego, lub urząd królewski w Wrocławiu za panowania króla Prus. Wykonaniem wyroków zajmował się kat. Utrzymanie kata było bardzo drogie, to że Gryfów miał swojego, znaczy o zamożności miasta. Inne biedniejsze miasta i wioski składały się razem, by opłacić jednego, wspólnego kata. Pierwsze zapisane w kronikach wzmianki o działalności gryfowskiego kata pochodzą z roku 1596, kiedy to musiał ściąć mieczem swojego kolegę „ po fachu” - kata z Mirska. Nieszczęśnik ów zabił w bójce nad brzegiem Kwisy czeladnika zajmującego się płótnem. Za swoją pracę kat gryfowski otrzymywał wynagrodzenie. Za torturę różnego rodzaju- jeden talar. Zakucie w dyby- jeden talar. Zakucie w dyby , wychłostanie i obcięcie uszów – dwa talary. Obcięcie prawej ręki – cztery talary. Ścięcie głowy mieczem – pięć talarów. Wsadzić skazańca do worka i utopić – pięć talarów. Łamanie kołem – sześć talarów. Datę zakończenia krwawej działalności kata w Gryfowie, kronikarze przyjmują 4 październik 1797 roku, kiedy to powieszono Johanna Roslera z Krobicy. Zabił on i obrabował swojego towarzysza podróży. Po roku 1825, kat nie jest już wymieniany na miejskiej liście płac.

Czytając przedruki starych kronik, opisujących zdarzenia w naszym mieście, zauważyć można, że najczęstszym wyrokiem, wydawanym przez gryfowski sąd, była kara łamanie kołem.

Polegało to na tym, że kat przywiązywał nago skazańca z szeroko rozstawionymi kończynami do żelaznych obręczy. Następnie pod biodra, kolana, nadgarstki i łokcie, podkładano grube kawałki drewna. Kat miażdżył ciało skazańca kołem lub żelazną maczugą.

Jak donoszą zapiski kronik z 1602 roku, młynarz Balthasar Herbst zabił kamieniarza Bastiana Schmida. Za tę zbrodnię został ścięty mieczem. W 1603 roku kat gryfowski dokonał egzekucji na Hansie Stengelu, który za wielokrotne morderstwa, pięciokrotne włamania do kościołów oraz czterokrotne podłożenie ognia, został skazany na łamanie kołem, a potem żywcem spalony.

W czerwcu tego samego roku, został powieszony kowal Hans Krause, który ukradł w czasie przeprowadzki 168 talarów Jakubowi Matthessenowi. Na początku stycznia 1605 roku, gryfowski kat łamał kołem kościelnego, za kradzieże w trzech kościołach i powiesił niejakiego Krzysztofa Gottwalda, za przywłaszczenie sobie ryb ze stawów oraz sakwy z 100 talarami. Rok później ścięto mieczem włamywacza Jakuba Scholze z Krobicy. Kary śmierci uniknął Tomasz Bayer, który zamordował czeladnika krawieckiego Breibischa, gdyż zdołał uciec z więzienia. Na łamanie kołem został skazany notoryczny włamywacz do kościołów Hans Meissner.

W 1612 roku, złapano dwóch rabusiów, którzy grasowali na drogach. Jeden z nich został ścięty mieczem, a drugi skonał w strasznych męczarniach, gdyż został tradycyjnie potraktowany kołem. W 1620 roku, otruł się w celi Seyboth, przybysz z Czech, który osiadł w naszym mieście. Jemu to przypisano podpalenie miasta w 1603 r. O dostarczenie trucizny podejrzewano jego żonę.

W 1622 roku za kradzieże ścięto mieczem Hansa Schwedlera, resztę ciała przywiązano do koła i pozostawiano krukom na pożarcie. Łamano kołem też Hansa Lindemana, udowodniono mu sześć morderstw i liczne kradzieże. Ogrodnika z Brzezińca, za zabicie żony w trakcie kłótni i następnie wrzucenie jej ciała do Kwisy skazano na łamanie kołem.

Sporo pracy miał kat gryfowski w roku 1631, już w marcu ściął Stefanowi Klose głowę, w czerwcu powiesił za kradzieże Dawida Knoblocha z Ubocza, w lipcu powiesił Stefana Wagnera, parę dni później powiesił młodego człowieka Joachima Leutnera, który przyznał się do związków kazirodczych ze swoją siostrą. W tym samym dniu powieszono również złodzieja o nieznanym nazwisku. Pod koniec roku mieszkańcy miasta byli zaniepokojeni pogłoskami, że banda rabusiów i złodziei grasujących w okolicy, z zemsty zamierza podpalić w tym samym dniu i o tej samej godzinie Gryfów, Lubomierz i Rząsiny. Na szczęście złapano dwóch członków bandy, jeden pochodził z Rząsin i miał na sumieniu dwadzieścia dziewięć morderstw, drugi pochodził z Ubocza i zamordował dziesięć osób. Obydwaj zostali skazani na łamanie kołem, wyrok wykonano pierwszego grudnia tegoż roku.

W Gryfowie Śląskim, budowa szubienicy zaczynała się od zwózki drewnianego budulca na rynek. Tam w towarzystwie gapiów i wyglądających z okien kamienic ciekawskich mieszczanek. budowano elementy szubienicy. Gotowe elementy ładowano na wozy i przewożono na miejsce kaźni. Był niepisany obyczaj, że pierwsze trzy uderzenia toporem w zbijaniu szubienicy, wykonywał urzędujący sędzia. Był to znak że śmierć skazańca, nie obciąża sumienia cechu cieśli i stolarzy. W 1660 roku doszło do samowoli. Właściciel wsi Grodnica, zbudował sobie prywatną szubienicę na której wieszał swych poddanych bez wyroku sądowych. Prawo jest prawem, wiec Gryfowianie na tę samowolę jurysdykcyjną, odpowiedzieli ekspedycją karną. Stu uzbrojonych po zęby mieszczan gryfowskich na czele z sędzią, katem i pisarzem miejskim pomaszerowali do wsi Grodnica. Tam zniszczyli stojącą bezprawnie szubienicę. Odtąd znów, przestępcy z Grodnicy byli wieszani w Gryfowie z godnie z prawem. Znanym miejscem kaźni w naszej okolicy było wzgórze w wsi Wieża zwane „Galgenberg”. Jednak w Gryfowie szubienicę stawiano na terenie dawnej gazowni przy ulicy Polnej, lub na terenie nieistniejącej już parowozowni u zbiegu ulic Polnej i Oldzańskiej. Związane to było z tym że wyroki naszego sądu grodzkiego, musiały być wykonane na ziemiach okręgu jurysdykcji Gryfowskiej, a wieś Wieża leżała na terenie już Łużyc. W 1700 roku, budowa szubienicy jak pisze kronikarz, miała uroczystą oprawę. Po zbiciu elementów szubienicy na miejskim rynku i załadowaniu ich na sześć wozów uformowano pochód. Na czele maszerowała połowa bractwa kurkowego z pocztem sztandarowym, potem jechały wozy z elementami szubienicy. Za nimi radni miejscy w dwóch powozach i urzędujący sędzia Peter Hackenberg. Maszerowało też 20 cieśli z toporami na ramionach, na czele z majstrem Heubaumem, pochodzącym z Giebułtowa. Za nimi maszerował drugi oddział bractwa kurkowego z sztandarami i czterema werblistami. W mieście zostało12 strażników nocnych, pilnujących bram miasta i składu z winem. Gdy wszyscy byli zajęci stawianiem szubienicy i trzymaniu przy niej całodobowej warty. Jeden z strażników miejskich Hans Georg Hahn, włamał się do kramu kupca Melchiora Lange i ukradł mięso. Został on ujęty, szybko osądzony i jako pierwszy powieszony na nowej , świeżo co zmontowanej szubienicy. Zawód kata przechodził z ojca na syna. Lecz nie zawsze syn dorównywał swojemu ojcu. W kronikach jest opis egzaminu na kata, jaki miał zdać syn starego kata z Gryfowa. W czasie egzekucji, pod okiem egzaminatora, kata z Lubania miał on ściąć skazaną kobietę. Przy tłumie gapiów, widocznie zjadła go trema i mieczem ciął nieudolnie dwa razy. Nie powiodło się też jemu z drugą skazaną . Egzekucję musiał dokończyć szybko egzaminator, kat z Lubania. Gdyż wzburzony tłum gapiów, widząc partactwo adepta, mógł ich obu zlinczować. Na pewnej kobiecie o nazwisku Grabs pochodzącej z wsi Ubocze. Oskarżonej o czary i rzucanie uroków. Kat wypalił na plecach literę „ R”. Potem wyprowadził poza bramę miasta, gdzie na katowski miecz musiała przysiąc - „Że noga jej nigdy nie stanie, na śląskiej ziemi”. Sąd w Gryfowie Śląskim istniał do roku 1945. Mieścił się on w budynku obecnej szkoły zawodowej, przy ul. Kolejowej. Połączony on był korytarzem z budynkiem więziennym. Więzienie rozebrano w latach 60-tych, obecnie teren ten służy jako boisko szkolne.

Dla ludności Dolnego Śląska wojna trzydziestoletnia (1618-1648) była bolesna i dotkliwa. Kraj był zrujnowany i splądrowany zarówno przez wojska szwedzkie jak i przez armie austriackiego cesarza. Nawet po podpisaniu pokoju Westfalskiego ludność wyznania ewangelickiego w większości zamieszkała na ziemi Śląskiej doznawała szykan i prześladowań. Szalała kontrreformacja, mieszkańcy dawnego księstwa Świdnicko – Jaworskiego zmuszeni byli przez panującego cesarza Austrii Ferdynanda I do powrotu na łono kościoła katolickiego. Zawierucha polityczna nie ominęła również Gryfowa Śląskiego. Już 24 lutego 1654 roku w obecności przybyłego do miasta generała Ludwika de Monteverques w uroczystym akcie przekazano klucze do kościoła katolickiemu duchownemu. Ewangelickie szkoły zostały pozamykane a nauczycieli i pastorów przepędzono. Szacuje się że w owym czasie opuściło Dolny Śląsk około 200000 protestantów. Mieszkańcy Gryfowa Śląskiego którzy byli wierni swojej wierze i nie pozwolili się przepędzić. Trzeba przyznać że byli w lepszej sytuacji gdyż rzeka Kwisa była rzeką graniczną między Dolnym Śląskiem a Łużycami i Saksonią gdzie ewangelików nie prześladowano. Tak więc Gryfowianie chodzili na msze do pobliskiego kościoła ewangelickiego w Biedrzychowicach. Przez parę lat gryfowscy ewangelicy byli zadowoleni z takiego rozwiązania. Jednak w 1660 roku burmistrzem w Gryfowie zostaje Johann Gleisberg. On i rada miasta postanawiają zbudować Dom Boży oraz szkołę ewangeliczną w oddalonej o rzut kamieniem od Gryfowa wsi Wieża. Wieża leżała już na terenie Łużyc należących do Saksonii, gdzie protestanckie wyznanie wiary było legalne. Lecz jako poddani cesarza Austriackiego pomysł ten musieli trzymać w głębokiej tajemnicy. Wiele więc dyplomatycznych zabiegów, rokowań i konspiracji kosztowały starania burmistrza Gleisberga i sekretarza miasta Heydorna. Obaj w głębokiej tajemnicy udali się do Drezna na dwór księcia Saksonii Jana Jerzego II z prośbą o udzielenie zgody na budowę kościoła ewangelicznego i szkoły w wsi Wieża. Po wielu dniach negocjacji otrzymują zgodę. Pan na zamku Czocha Krzysztof Nostitz przekazuje działkę pod budowę kościoła. Już 7 sierpnia 1668 roku wkopano kamień węgielny. Mimo utrzymania zasad konspiracji, wieści o zaangażowaniu się w budowę kościoła burmistrza Gleisberga i sekretarza miejskiego Heydorna dochodzi do cesarskich urzędników. Obaj zostali wezwani 4 marca 1668 na przesłuchanie do Jawora. Tym razem udało się im wytłumaczyć że z budową kościoła w Wieży nie mają nic wspólnego. Dostają upomnienie i rozkaz by żaden mieszkaniec Gryfowa nie chodził na mszę do kościoła po drugiej stronie Kwisy. Gdy ponownie mają stawić się na przesłuchanie w dniu 5 marca, pisarz miejski Heydron ucieka do Saksonii. Tym samym burmistrz Gleisberg ma wolną rękę i całą winę zrzuca na swojego podwładnego i tym samym oczyszcza się z zarzutów uczestnictwa w budowie kościoła ewangelicznego w Wieży. W dniu 19 mają 1669 kościół zostaje wyświęcony i odprawiona msza przez pastora Jakuba Rudela z Górnej Wieży. Dopiero 20 października swoje kazanie odprawia pierwszy pastor kościoła w Wieży – Caspar Tornau. Kościół tłumnie był odwiedzany nie tylko przez mieszkańców Gryfowa ale też prze mieszkańców wszystkich przygranicznych wiosek. Nawet kara 100 dukatów zarządzona przez cesarskich urzędników nie zniechęciła ówczesnych poddanych austriackiego cesarza Ferdynanda I .

g-151aNiewątpliwie wybitną postacią i pastorem kościoła ewangelicznego w Wieży był Caspar Schwedler.Pochodził z Krobicy i pastorem został w 1702 roku. Był orędownikiem pietyzmu.

pietyzm - (niem. Pietismus) — nurt religijny w luteranizmie z XVII i XVIII wieku kładący nacisk na rozbudzenie uczuć religijnych poprzez modlitwę, studiowanie Biblii oraz działalność charytatywną. Szczególnie rozwinął się w Prusach w XVII w.Pietyści kładli nacisk na rozbudzenie uczuć religijnych poprzez modlitwę, studiowanie Biblii. Ich zadaniem było krzewienie idei pierwotnego Kościoła, religii żywej, pobożności i edukacji warstw najuboższych. - źródło Wikipedia

Caspar Schwedler znany był z swoich kazań, które zaczynał od godziny 5 rano a kończył w godzinach grubo popołudniowych. Nauczał i napominał wiernych by studiowali biblię, częściej się modlili w swoich domach, żałowali swoje grzechy, wspomagali ubogich. Kościół zawsze był pełen wiernych, jego kazania były coraz surowsze i aroganckie jak twierdzili jego adwersarze. Choć stawiany był na równi z wybitnymi przedstawicielami kościoła ewangelickiego - Lutrem, Spencerem i Franke. Nie uniknął konfliktu z gryfowskim Magistratem. Poskarżyli się w roku 1709 na niego przed Górnołużycką radą parafialną. Konflikt zakończył się w 1720 roku, w tym samym roku wydał on zbiór 806 pieśni religijnych. Nie które z nich do dziś są śpiewane w czasie mszy w kościele ewangelickim.

Sam kościół w Wieży był wielokrotnie przerabiany i odnawiany.

1676 r – wstawiono do kościoła nowe organy.

1684 r – zawieszono dzwon kościelny

1696 r – rozpoczęto budowę z kamienia kościelną wieżę.

1730 r do 1733 r – rozpoczęto wymianę drewnianych części kościoła na kamienne.

1850 r – ufundowano nowe trzy dzwony kościelne.

1900 r – założono elektryczne oświetlenie.

1927 do 1929 r – wykonano ostatni wielki remont którego koszt wyniósł 30.700 RM.

g-157Koniec kościoła w Wieży rozpoczął się w 1945 roku. Drewniane elementy zostały przeznaczone przez żołnierzy radzieckich na opał. W 1946 roku został podpalony, ruiny stały jeszcze do roku 1967, kiedy to dokonano jego całkowitą rozbiórkę. Dziś po bogatej i ważnej historii kościoła w Wieży został pusty plac. Ocalał tylko dzwon, którego brzmienie słychać jak skargę w dalekim Bambergu.

Historię dzwonu opisuje Jarosław Bogacki na stronie internetowej Greiffenberger w artykule - „ Gdzie rozbrzmiewa Nadzieja ?”

1353r.- Na Zielone Świątki spadł śnieg na wysokość jednego metra i leżał przez sześć tygodni.
1395r.- W ciągu całego roku, miasto prześladują gwałtowne burze, czyniąc olbrzymie straty.
1412r.- 6 czerwca nastąpiło całkowite zaćmienie słońca. Gwiazdy były widoczne jak w nocy.
1431r.- Od uderzenia pioruna, podczas szalejącej burzy zginęło 34 osoby i padło 300 sztuk bydła.
1431r.- Zła pogoda, zniszczyła w lecie wszystkie plony na polach i ogrodach.
1469r.-W lecie nadeszła powódź, niszcząc budynki i pola leżące nad rzeką.
1472r.- Susza nawiedziła miasto. Wyschły studnie, w rzekach i potokach brak jest wody.
1496r,- Wylew rzeki Kwisy czyni duże szkody.
1542r.- Miasto nawiedza szarańcza koników polnych.
1549r.- Mieszkańcy miasta cierpią z powodu bardzo ostrej i mroźnej zimy.
1550r.- Powódź. Kwisa zatapia łąki i pola, zalewa okoliczne domy.
1570r.-Groźne burze i powodzie powodują duże straty w mieście.
1580r.- W kwietniu przez 5 dni nieprzerwanie dzień i noc padał deszcz. Trzynastego sierpnia tegoż roku, orkan wyrywa drzewa z korzeniami i zrywa dachy na budynkach.
1590r.- Niesamowite letnie upały, wysycha woda w studniach i rzekach. Umierają ludzie. 17 września – odczuto małe trzęsienie ziemi.
1594r.- W maju jest okropnie zimno i spadło wiele śniegu.
1600r.-Na Wielkanoc spadł śnieg. Mróz i chłody trzymają aż do końca maja.
1608r.-Kwisa znów wylewa czyniąc mnóstwo szkód.
1609r.-10 lipca miasto nawiedziła burza i spadł grad, pod koniec lipca - Kwisa występuje z swego koryta, niszczy kładki, zrywa mosty. Giną ludzie i zwierzęta.
1616r.-10 lutego rano, odczuto trzęsienie ziemi. Lato jest suche, spadają plony.
1619r.- 24 kwietnia, występują gwałtowne burze z piorunami. 14 i 15 maja zamarzają kwiaty na drzewach owocowych, flance w ogródkach i wschodzące zboża na polach.
1621r.- 24 i 28 czerwca, przez miasto przechodzi orkan, powodując ogromne straty i zniszczenia.
1622r.- Nie przerwane opady deszczu w czerwcu, powodują że Kwisa występuje z brzegów i zalewa okoliczne pola i łąki.
1624r.- W październiku nadchodzą zimowe mrozy. Okoliczne wioski zasypane są śniegiem.
1626r.-12 stycznia szleje wichura, zrywa dachy i wyrywa drzewa z korzeniami. W lipcu powódź.
1627r.- 29 kwietnia spadł śnieg i panują silne mrozy.
1675r.- W końcu czerwca przez długotrwałe opady, rzeki nabierają wody i dochodzi do powodzi.
1686r.- 10 stycznia po oberwaniu chmury i burzy, wzbierają wody rzek, występują podtopienia.
1692r.- Ciągłe deszcze niszczą uprawy na polach.
1693r.-Gryfów przeżywa bardzo mroźną zimę z dużą ilością śniegu.
1698r.- 12 i 19 listopada przez miasto przechodzą gwałtowne burze.
1702r.- W kwietniu panuje sztormowa pogoda, pada grad na przemian z śniegiem. W lipcu oberwanie chmury i gwałtowne burze, połączone z powodzią.
1703r.- 30 maja nad miastem rozpętała się straszliwa burza z opadami gradu.
1718r.- W lutym nieprzerwanie przez trzy dni i noce padał śnieg.
1719r.- 3 kwietna przed Wielkanocą, wystąpiła zadymka śnieżna z dużym spadkiem temperatury. W tym roku lato było suche.
1723r.- 13 maja gwałtowne opady deszczu przyczyniły się do powodzi.
1725r.- Region przeżywa rekordowe zbiory owoców.
1726r.- 14 maja jest tak zimno, że okna zamarzają. Lato jest upalne i suche.
1731r.- W czerwcu, występują przymrozki.
1732r.- Majowe burze i oberwanie chmur w lipcu, zaskakują mieszkańców Gryfowa.
1736r.- Opady deszczu przez cały lipiec, podnosi się stan wód.
1738r.- 3 maja napadało dużo śniegu, nocą było mrożnie.
1759r.- Groźne burze z piorunami, przechodzą przez nasze miasto.
1760r.- Powódź – woda zalała pola i łąki.
1803r.- W nocy z 15 na 16 czerwca, rozpętała się burza. Silne opady deszczu towarzyszące burzy, spowodowały wylew Oldzy i Kwisy, na krótko zalane zostały budynki mieszkalne do pierwszego piętra.
1809r.- 9 lipca – Nagła burza z piorunami, uszkadza kamienny most na Kwisie.
1817r.- Na przełomie czerwca i lipca, grad i deszcze niszczą uprawy na polach i ogrodach.
1820r.- W styczniu temperatura spada do -30 stopni Celsjusza. Zamarzają ludzie.
1822r.- Lato jest bardzo suche, koniec roku kończy się spadkiem temperatury do minus 28 stopni Celsjusza.
1826r.- Gryfów nawiedziła wielka powódź. Są duże straty w uprawach i budynkach.
1829r.- 22 stycznia spadło dużo śniegu, temperatura spadła do -25 stopni Celsjusza.
1830r.- W lutym nagła odwilż, pojawia się kra na Kwisie.
1831r.- Fala zimna przy końcu lutego, termometry wskazują – 32 stopnie Celsjusza.
1833r.- Nowy Rok, rozpoczyna się słabymi opadami śniegu, za to szaleją wichury nad miastem.
1834r.- W lipcu i sierpniu upały dochodzą do plus 28 stopni Celsjusza, po nich nadchodzą silne burze i ulewy.
1836r.- W maju spadł śnieg na grubość 15 cm.
1839r.- W lutym, gęste opady śniegu. 15- tego czerwca na wieczór silna burza.
1843r.- 4 czerwca, gwałtowna burza i grad wyrządzają duże szkody.
1851r.- 20 listopada od rana przez 24 godziny padał śnieg. Śniegu napadało powyżej 1 metra.
1855r.- 1 styczeń rozpoczął się silnymi wichurami i śnieżnymi zadymkami.
1859r.- W czerwcu niesamowite upały, które dochodzą do plus 36 stopni w cieniu.
1869r.- Ciągłe burze i oberwania chmur w kwietniu, zamieniają w krótkim czasie ulice, pola i łąki w rwące strumienie. Powódź czyni olbrzymie spustoszenia.
1897r.- W piątek 30 lipca w całym regionie nastąpiła klęska żywiołowa. Oldzą i Kwisą płyną olbrzymie masy wody. Zalane zostały domy do pierwszych pięter, uszkodzone zostały mosty.
1930r.- Powódź, woda porywa wszystko, co stoi na jej drodze. Ucierpiały domostwa niżej położone.
1935 r.- 28 czerwca o godz., 17.00 nagły huragan zrywa dachówki z dachów, wiele starych drzew zostało połamanych.
img_0547_01980 r.- Wielka powódź w Gryfowie / patrz zdjęcia pana H. Malejki/
2009r.- Huragan łamie drzewa. Najbardziej ucierpiał drzewostan w przedszkolu na ul. Młyńskiej. Zniszczone też zostało ogrodzenie / patrz zdjęcia Marioli/

2011r- 03 mają spadł śnieg, który połamał gałęzie drzew i spowodował chaos w ruchu drogowym.

2012 r- Początek roku bez śniegu. W Gryfowie w styczniu tg. roku szaleją wiatry z szybkością 60 do 80 km/h. W Lutym pada śnieg i występują silne mrozy – przeciętna temperatura to -20 stopni Celsjusza

2012 r - 05 lipca przez trzy godziny nieustannie padał deszcz, spadło 98 litrów wody na metr kwadratowy i grad wielkości gołębich jaj. Zalało ulice, połamało drzewa, zniszczyło uprawy rolne. Gdzie kiedyś przebiegały rowy melioracyjne, miejsca te zamieniły się w rzeki. Wieś Ubocze poniosła dotkliwe straty.

2013 r – Zima trwała do 11 kwietnia. Święta Wielkanocne pod śniegiem i mrozem. Latem lokalne podtopienia.

Przyczyną częstych powodzi w naszym mieście jest topnienie śniegu w górach Izerskich i Karkonoszach lub nagłe załamanie pogody. Górska rzeka, jaką jest Kwisa zbiera wodę z gór, a na swym zakolu w Gryfowie, gdzie wpływa rzeka Oldza, „wylewa” nadmiar wody.

Źródło: Recherchen aus historischen Schrifttumern – Joachim Pacha

Jeżeli mówi się o sporcie masowym, to przykładem takiego masowego sportu była piłka ręczna w Gryfowie Śląskim.

Początki piłki ręcznej w Gryfowie Śląskim sięgają roku 1964, kiedy to drużyna z naszego miasta występowała pod nazwą LZS Gryf.

Namówiliśmy byłych piłkarzy ręcznych i trenerów byłego klubu sportowego „Gryfex”do napisania swoich wspomnień.

Trasa kolejki wąskotorowej {szer. torów 600mm.}, prowadziła z kamieniołomów w wsi Wieża , przez most na rzece Kwisie, do stacji kolejowej w Proszówce. Tam wydobyty bazalt ,przeładowywano na wagony towarowe kolei normalnotorowej. Bazalt w tamtych czasach cieszył się olbrzymią popularnością. Brukowano nim ulice, rynki w miastach, a nawet podwórza co bogatszych gospodarzy. Bazalt z kamieniołomów w Wieży był wysokiej jakości, a dzięki jego błękitno granatowej barwie, był niezwykle poszukiwany na rynku. Z początku ,wagoniki z urobkiem ciągnęły konie. Lecz zwiększające się wydobycie i zapotrzebowanie na bazalt, spowodowało że w roku 1913, zamieniono konie na parowozy. Mieszkańcy domostw , które znajdowały się blisko torów, niebyli tym faktem zadowoleni. Dym z komina, brudził suszące się pranie, kury wpadały w panikę, przy hamowaniu składu, powstawały wibracje powodujące, drganie naczyń i talerzy stojących w kredensach. Był też przypadek, że iskra z komina parowozu, spowodowała pożar domu krytego jeszcze słomą dachu. Właściciel otrzymał jednak odszkodowanie, za które dobudował jeszcze piętro, a dach pokrył dachówką. Trasą jeździły dwa parowozy, które ciągnęły po 10 wagoników. Jeden z parowozów ważył 10-ton z napędem na dwie osie, o mocy 100 PS. Wagoniki były obudowane, samowyładowczymi drewnianymi skrzyniami ładunkowymi o pojemności 2-ton, osadzonymi na stalowym podwoziach. zdjęcia_1Naprawy dokonywano w kuźni należącej do kamieniołomów w wsi Wieża. W Proszówce znajdowała się też nieistniejąca już dziś cegielnia i fabryka płyt betonowych. Zakłady te również połączono szynami kolejki wąskotorowej. Jeśli ktoś potrzebował cegły lub płyty to podstawiano wagonik i przyciągano go w pobliże biegnącej drogi. Gdzie przekładano cegłę lub płyty na wozy końskie. Odnotowano też jedyny wypadek śmiertelny na trasie kolejki wąskotorowej. Pozostawiona bez opieki półtoraroczna dziewczynka, bawiąca się w pobliżu torów. Wsadziła nóżkę w dwie równoległe szyny zwrotnicowe i nie mogła się wyswobodzić. Nadjechał pociąg i na ratunek było już za późno. W latach 60-tych, kolejka „zagrała” prawdziwy pociąg w filmie „Szklana Góra” kręcony w naszym mieście. Dziś już z powodu zmieniających się koncepcji gospodarczych nie ma ani kolejki i kamieniołomów. Pozostały tylko nieliczne ślady.dscn2744 Most stalowy przez Kwisę po której śmigał parowóz z wagonikami stoi jeszcze. Oparł się upływom czasu i złodziejom złomu. Spieszmy zrobić sobie z nim zdjęcie, bo natchnionych decydentów, nie brakuje w naszej gminie i mogą go porostu kazać pociąć most na złom.

Zdarza się że nasze wycieczki rowerowe Gryfowskiego Towarzystwa Cyklistycznego w Góry Izerskie, zahaczają o „Chatkę Górzystów”. Gdy wjeżdżamy rowerem na rozległą polanę, z trudem dociera do nas, że kiedyś istniała tutaj wioska o nazwie Gross Iser. Po wojnie przegoniono mieszkańców a żołnierze zwycięskich armii spalili wioskę lub urządzili sobie poligon artyleryjski. Wiadomo wojna, systemy totalitarne, polityka mała lub wielka. Bliskość granicy z Czechami, mogła być też powodem że wioski nie zasiedlano ludnością napływającą z wschodnich i centralnych terenów Polski w 1945 – 46 roku. Wszystko to spowodowała że wioska zniknęła z krajobrazu, oprócz budynku „ Chatki Górzystów”. Dzisiaj coraz więcej się pisze o Wielkiej Izerze (dawniej Gross Iser ), coraz więcej publikuje się zdjęć. Jest to zasługa lokalnych historyków i ludzi zachwyconych tym mającym coś z tajemnicy miejscem. Tam gdzie kiedyś stały domy, wbite są paliki z wypisanym na nich numerem dawnego siedliska. Warto podjechać rowerem do miejsca oznaczonego drewnianym palikiem z numerem 218, spod zarośniętą trawą dawnego budynku, można zauważyć granitowe bloczki i kamienie. W tym miejscu stało kiedyś młodzieżowe schronisko narciarskie „Schihof-Gross Iser”w amatorskim tłumaczeniu na język polski „Dwór Narciarski Wielka Izera”. Kiedyś w Górach Izerskich istniała sieć takich małych narciarskich schronisk młodzieżowych, gdzie można było się ogrzać , przenocować i rano znów szusować na nartach. Jednak z dojściem w latach trzydziestych do władzy w Niemczech partii nazistowskiej, zmieniła się też polityka do spraw wychowania młodzieży. Małe schroniska zamykano a tylko niektóre z nich remontowano, powiększając ich kubaturę. W takich odnowionych schroniskach organizowano obozy szkoleniowe Hitlerjugend. bez_nazwy-11 W Wielkiej Izerze w ten właśnie sposób odnowiono w roku 1937 schronisko „Schihof-Gross Iser”. Zaopatrzono budynek w generator prądu, bieżącą wodę i powiększono bazę noclegową do 45 miejsc. Z początkiem wojny wszyscy członkowie Hitlerjugend w przedziale wiekowym 15 – 17 lat obowiązkowo musieli odbyć trzytygodniowe szkolenie wojskowe. Szkolenie obejmowało strzelanie z broni, poruszanie się w terenie, przenoszenie meldunków itp. W schronisku w Wielkiej Izerze dodatkowo dochodziła nauka jazdy na nartach. Oczywiście w okresie tych trzech tygodni miano przygotować oddanych ideologicznie, przeszkolonych wojskowo, fanatycznie wierzących w swojego wodza młodych ludzi, gotowych wypełnić każdy rozkaz. Jak wspominają „kursanci” jednego z takich turnusów w Gross Iser , ich grupą 45 ludzi dowodził kapitan który stracił rękę w czasie działań wojennych. Wspominany jest przez byłych mieszkańców wioski jak i uczestników szkoleń jako wyjątkowy służbista i fanatyk nazizmu. Z powodu braku śniegu ich zajęcia polegały na długich marszach, zajęć z terenoznawstwa, posługiwanie się kompasem, strzelanie z broni. Panowała surowa dyscyplina, musztra i ćwiczenia były dniem codziennym. Marsze nocne w pełnym ekwipunku aż do utraty przytomności. Za drobne uchybienia delikwentów karano dodatkowymi ćwiczeniami fizycznymi. Wykonywanie pompek i żabek było na porządku dziennym. Swoistą inicjacją zaliczenia szkolenia był skok z pełnym ekwipunkiem wojskowym do wyrobiska po żwirze wypełnionego zimną wodą. Późną jesienią w czasie przymrozków, taki wyczyn nie należał do do przyjemności. Dzisiaj o tamtych minionych czarnych latach. Przypominają kamienie porośnięte trawą i drewniane paliki z numerami domów, które jak krzyże na cmentarzu są wyrzutem naszego sumienia. Ku przestrodze..

Dzieciństwo w Gryfowie Śląskim w latach 1945-1995, jakie mogło być ? Oczywiście, tylko szczęśliwe!

Za namową znajomych , którzy prosili mnie od jakiegoś czasu , aby przypomnieć dzieje harcerstwa gryfowskiego , opisałam tę historię. Ponieważ pamięć ludzka jest zawodna odtworzyłam ją za pomocą kroniki, którą udostępniła mi dh hm PL Henryka Świdrak. Organizacja Związku Harcerstwa Polskiego była niewątpliwie organizacją polityczną, narzuconą odgórnie , jednak dla dzieci i młodzieży nie miało to większego znaczenia . Wszyscy doskonale się bawili na organizowanych capstrzykach, wędrówkach, wieczorkach, obozach letnich i zimowiskach. Mam nadzieję, że tak, jak ja „ z dreszczykiem emocji” wspomnicie dawne „ młodzieńcze lata” śledząc „Kronikę Harcerską” wraz z załączonymi zdjęciami, które się uchowały . Na tych zdjęciach znajduje się większość „ młodzieży gryfowskiej”, która wychowała się na zasadach harcerskich. szczepowa-skaada-raport-z-cy-kh-we-lwawku-asl-1974rPoczątki harcerstwa w Gryfowie wiążą się z Tadeuszem Polesiakiem. Szczep ZHP powstał przy Szkole Podstawowej ( obecnie Gimnazjum) w roku szkolnym 1956/57. Jak pisze drużynowa wtedy H. Wrońska (potem Świdrak) ….”rzucane hasła niosły nas z miejsca na miejsce , a melodia pomagała nam pokonywać trudności……..” na biwakach nad Jeziorem Złotnickim, nad dawnym basenem, czy w Uboczu. Druhny uczyły się gotować zupę lub piekły kartofle w ognisku. W latach 60-tych drużyna E. Plater szkoliła swoje kadry. Szkolenia odbywały się podczas biwaków we Lwówku i obozów w Wędrzynie. Wycieczki harcerek z udziałem Pani M. Podolskiej, dh Z. Topy, T. Aryłko, i drużynowej H. Wrońskiej ,oraz ogniska, wieczornice z wesołymi skeczami z udziałem dh T. Polesiaka.Harcówka w tym czasie znajdowała się na ul. M. Buczka (dawnej sali lustrzanej) gdzie odbywały się wieczornice ,kominki i potańcówki przy adapterze z udziałem druhów ; J. Łysiaka, B. Szafirowi cz, H. Kruczkiewicz, H. Krawczun, Z. Topy i innych. Oprócz dziewcząt najczęściej wymieniani i najbardziej dynamiczni to; dh W. Wojcieski, Ambros, J.Łysiak, E. Ściglur, i S. Smoleń. W roku 1966/67 w nowej Szkole Podstawowej nr 1 istnieją już 3 drużyny harcerskie pod opieką Szczepowej H. Świdrak i drużynowych; H. Bućko, M. Wielgus, T. Zalewskiego oraz dwie drużyny zuchowe pod opieką L. Kapusty i K. Wojciechowskiej. W październiku odbyło się otwarcie harcówki połączone z Balem „Złotej Jesieni”. Zaznaczona jest współpraca z Uboczem podczas pieczenia ziemniaków, sprzątania grobów radzieckich lotników itp. Pojawia się też drużyna z Wieczornej Szkoły Krawieckiej ZPO. Choć na balach w tamtych czasach nie było takich możliwości jak obecnie , to harcerze nadrabiali nietypowymi pomysłami , wystarczyło przebrać się za Parę Młodą ( D. Okulowska i H. Bućko) z dzieckiem w „ becie”, a na dokładkę z chrzestnymi – co dawało wstęp na zabawę. 8 marca 1967r. kierownik szkoły S. Czarnecki wraz z Komitetem Rodzicielskim zakupił 4 fanfary i 4 werble. 7 harcerek i 6 harcerzy ćwiczyło na sprzęcie , co dawało zadowolenie dla Szczepowej H. Świdrak i dh podh T. Polesiaka na 1 Maja. kominek-11x-1975Z kroniki wynika że w parku na ulicy Garncarskiej odbywały się przyrzeczenia harcerskie . Alert wiosenny w 67r. ogłoszony zbiórką alarmową , ćwiczeniami przeciw gazowymi wymyślonymi przez dh T. Polesiaka i W. Wojcieskiego zakończono przyrzeczeniem harcerskim i ogniskiem właśnie w tym parku z udziałem Szczepów z Ubocza i Rząsin. Ponadto harcerze w „ tamtych” latach zajmowali się też ; porządkami w parkach, opieką opuszczonych grobów itp. Wiele zawdzięczano dh T. Polesiakowi i W Wojcieskiemu , którzy pomagali w organizowaniu ;ognisk, imprez , w zdobywaniu odznak przez harcerzy. Również Kierownik Szkoły Podstawowej nr 1 S. Czarnecki został odznaczony odznaką „Przyjaciela Harcerza”. Od roku 1966 w Szkole nr 1, piątek był Dniem Harcerza i obowiązywał „mundur harcerski” – co nikomu w tamtych czasach nie przeszkadzało. Na Bale Noworoczne zapraszane były Szczepy ze Szkoły nr 2, Ubocza, Rząsin, Była również ścisła współpraca z Komendą Hufca we Lwówku Śl z którego często odwiedzała nas już zca Komendanta Z. Topa. W 1968 roku zorganizowano KULIG który ię nie odbył ,ponieważ stopniał śnieg!!!!! Na seminariach instruktorskich zachęcano Brać Harcerską do organizowania biwaków i innych form wyrabiających „hardość ducha” i samodzielność wśród dzieci i młodzieży. Na przełomie lat 60/70 dużą pomoc dla harcerzy okazał Komitet Rodzicielski ; P.M. Moroń, P.S. Cichal w formie nagród i innych świadczeń. Kierownictwo szkoły W. Czarnecki, J. Świdrak –zawsze byli pomocni w organizowaniu ; apeli , kuligów, wieczorków i spotkań . Jak pisze w kronice ……zawsze byli obecni przy wszelkich uroczystościach i brali w nich udział . Dużą pomoc okazali też Państwo Łysiakowie. W latach 70-tych harcerstwo rozrasta się w Szkole nr 1 i przybywa instruktorów i instruktorek; zuchami zajmowały się dh D. Łysiak i E. Głoguś. 10 DH prowadziła pielęgnia rka T. Moroń a 50 DH K. Lis. 28 DH chłopców prowadził dh M. Broniszewski. W 1970r. Szczep otrzymał Dyplom Uznania za udział w prowadzeniu Narodowego Spisu Powszechnego. W 1972r przy współpracy z Hufcem Lwóweckim, harcerze z Gryfowa po raz pierwszy wyjechali na obóz letni do Sławy. Kierowniczka szkoły K. Pietraszko również została wciągnięta w szeregi harcerzy. W tych czasach wszystkie imprezy szkolne ; Dzień Kobiet, Dzień Chłopca, Andrzejki, Mikołajki itp. były organizowane wspólnie z harcerzami nie wyłączając młodszych zuchów. Były również organizowane turnieje sportowe np. Turniej Tenisa Stołowego przy wsparciu Pana Z. Aderka. W 1975 r. zawiązał się zespół Słowian , który „pod kuratelą” K. Kurec i P. Ziółkowskiego przygotowywany był do przeglądu zespołów harcerskich WATRA 75. Wymieniana kadra instruktorska w tym czasie to m.in. D. Ł,ysiak, K. Lis ( potem Kurec) , E. Lis ( Kurec) , H. Kurec, W. Sikorska , K. Pietraszko E. Głoguś, A. Ignatowicz, T. Moroń, H. Pender, K. Jaskuła i Lila Jaskuła, M. Bełzecka, J. Cichal, B. Czarnecka, M. Obłodecki ,B. Raubo , V. Świdrak K. Wygoda , i inni nauczyciele z kadry pedagogicznej. Harcerze nie tylko „bawili się „ ale też pomagali ludziom starym , zwierzętom , opiekowali się grobami , porządkowali parki i zieleńce w mieście , w tym Ogródek Jordanowski. Malowali ławki na stadionie i pracowali społecznie w szpitalu. Pieniądze zarobione m.in. u ogrodnika , za zebraną makulaturę …wysyłali na budowę Szpitala Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. Zdobywali kolejne sprawności podczas biegów patrolowych, na biwakach i obozach . Na różnych trasach rozwiązywali zadania zaszyfrowane alfabetem Morsa ………trzeba było się nieźle natrudzić, a czasami wykazać nie lada wiedzą „żeby dotrzeć do celu”. 19.V.1975r. na boisku szkolnym odbyło się wręczenie „Sztandaru” . Uroczystość prowadził Dh podh T. Polesiak na której były okoliczne władze oraz przedstawiciele Komendy Hufca ze Lwówka Śl. i Chorągwi ZHP z Jeleniej Góry. Jak podaje kronika …………wszyscy mieli dużą tremę, a Dyrektor Szkoły S.Kudera „biegał i pomagał całą duszą” ………… Jednak najciekawsze było „życie obozowe”i mieszkanie w namiocie, Nie małą gratką było wykradzenie TOTEMU innym stacjonującym obozom , czy „zielona noc”, którą się wspominało długo po wakacjach………. A oto wspomnienia niektórych uczestników obozu; Moja śmieszna przygoda była w nocy. Kiedy był alarm nocny na „chrzest” , to mój zastęp cały spał . Był straszny hałas , a myśmy go przespały! Ten obóz odbywał się w Linii……….. Ja miałam bardzo śmieszną przygodę. Będąc na obozie tego lata mieliśmy wartę. Byłyśmy jedną z najmłodszych zastępów. Trochę bałyśmy się, bo to było w lesie .Przechodzący starszy druh powiedział, że ktoś chodzi po magazynie…... okazało się, że to były kucharki!!!………….. skanuj0001maja-1967r-werblistkiW roku szkolnym 1975/76 Szczep w Szkole Podstawowej nr 1 rozrósł się do rangi Hufca ZHP w Gryfowie Śl, którego Komendantką została hm PL H. Świdrak , a Szczepową dh phm K. Kurec. W Zasadniczej Szkole Zawodowej Szczep prowadził T. Mazur. W tym czasie dużą pomoc podczas organizowania obozów, zakupu sprzętu harcerskiego okazywały zakłady przemysłowe z terenu Gryfowa; ZPO Gryfex, FNF Ubocz i inne. W latach 80 Komenda Hufca znajdowała się w pomieszczeniu Szkoły Podstawowej nr 1 . W 1983 r. na krótko etat Komendanta Hufca pełniłam ja. W tym czasie obóz harcerski zorganizowano w Strudze przy pomocy D. Sienkiewicz i innych. Od roku 1984-89 Komendantem była I. Brodzińska. W latach przełomu gospodarczego w 1990r Komenda Hufca w Gryfowie wraz z Komendą Chorągwi w Jeleniej Górze zakończyła swoją działalność. Najpóźniej , bo w ubiegłym roku, Komenda Hufca we Lwówku została zamknięta. Ostatni raz z harcerskim pozdrowieniem Czuwaj !!! Barbara Baszak P.S. Dobrze byłoby , gdyby swoją historię dopisały Szczepy ze Szkoły Podstawowej nr2 i Zespołu Szkół Zawodowych w Gryfowie.

Jak wiele znaczy dobry burmistrz, o tym mogli się przekonać mieszkańcy Gryfowa Śląskiego w roku 1865 w dniu 20 września. W tym dniu właśnie nasze miasto uzyskało połączenie kolejowe z ważniejszymi miastami jak Berlin, Zgorzelec ,Lubań, Wałbrzych Wrocław. Kolej uratowała miasto przed upadkiem gospodarczym i możliwym wyludnieniem. Cofnijmy się jednak w czasie. W roku 1843 burmistrzem zostaje Alexander Auerswald . Już w roku 1848 roku, musiał się zetknąć z sytuacją kryzysową, kiedy to w oko w oko stanął naprzeciw tłumowi zbuntowanych tkaczy. Starając się przemówić do rozsądku , zrewoltowanej i wściekłej masie ludzkiej o mało nie traci życia. Auerswald dochodzi do wniosku, że tylko przyłączenie do projektowanej linii kolejowej, może zmienić ciężką sytuację gospodarczą naszego miasteczka. Z jego to inicjatywy w sierpniu 1853, burmistrzowie Zgorzelca, Lubania, Jeleniej Góry wspólnie wystąpili z petycją i prośbą do rządu Pruskiego o przyłączenie swych miast do planowanej linii kolejowej o nazwie Schlesische Gebirgsbahn. Zdobyto też przychylność samego cesarza Wilhelma II , który często przebywał na kuracji w Cieplicach. kolej_1Planom tym sprzeciwiały się władze miasta Lwówek Śląski i Bolesławiec, uważając że taniej będzie zbudować linię kolejową Lubań – Lwówek Śląski – Jelenia Góra. Mimo argumentów władz Lwówka Śląskiego, w 1855 w Jeleniej Górze zapadła decyzja o przebiegu odcinka Śląskiej Kolei Górskiej przez Lubań – Gryfów- Jelenia Górę. Z początku budowę dworca kolejowego w Gryfowie, planowano w okolicach dzisiejszego stadionu sportowego. Jednak na spotkaniu ówczesnych władz miasta i komisji zajmującą się budową i projektowaniem trasy kolejowej. Postanowiono wymienić się gruntami z wsią Ubocze około 25 morgów, by dworzec kolejowy stał na gruncie miejskim. W 1863 roku piątego października burmistrz Auerswald uroczyście i symboliczne wbił szpadel pod budowę dworca. Rozpoczął się boom budowlany. Działki miejskie w okolicach dworca zostały sprzedane przyszłym firmom spedycyjnym i fabrykom, zaprojektowano i zaczęto budować ulicę Kolejową łączącą centrum miasta z stacją kolejową. Sukcesem było przeniesienie się fabryki nawozów sztucznych z Freibergu w Saksonii do Ubocza zwane do dzisiaj popularnie „Fosforami. Kolej spowodowała rozwój w Gryfowie przemysły odzieżowego „Gryfex”, przemysłu drzewnego. Otwarcie w 1884 roku, pierwszego listopada połączenia do Mirska i 15 października 1885r. do Lwówka Śląskiego spowodowała że Gryfów Śląskim stał się ważnym węzłem kolejowym w powiecie lwóweckim. W 1904 roku otwarto trasę kolejową z Mirska do Jendrichowic pod Smrekiem. W 1909 roku powstała prywatna kolej zwaną Izerską z Mirska do Świeradowa. Wszystko to wpłynęło na rozwój i ożywienie gospodarcze naszego miasta i samej stacji kolejowej. W 1897 zbudowano wieżę ciśnień, 1908 roku postawiono budynek parowozowni, 1913 roku barak spedycyjny, w 1921 roku dokonano modernizacji dworca. Przepływ towarów, łatwość podróżowania i związku z tym rozwój turystyki, zapewniło rozwój miasta i wzrost zamożności jego obywatelom. Dzisiaj znów stoimy przed problemami typowymi dla małych miasteczek. Historia zatoczyła koło. Odpływ zdolnych i wykształconych młodych ludzi, brak nowoczesnego przemysłu, perspektyw i pomysłu na dynamiczny rozwój miasta. Czy nasze pokolenie gryfowian sprosta wyzwaniom 21-wieku? Czy zrobimy wszystko, by Gryfów Śląski nie został miastem widmem?

To wszystko się skończyło i już nie wróci …… to słowa pierwszych osadników dawnej Gryfiogóry - dziś Gryfowa Śląskiego , Pani Elwiry Urbańskiej i Państwa Marii i Jana Luty. Jak wspominają lata powojenne , pierwszymi osiedleńcami na terenach odzyskanych byli żołnierze , którzy zajmowali wolne pomieszczenia opuszczone przez Niemców. Dopiero po jakimś czasie ściągali swoje rodziny. Niejednokrotnie zdarzało się, że mieszkali w jednym domu wspólnie z Niemcami, którzy wysiedlani i wywożeni byli etapami; w 1946r. i po roku 1956 indywidualnie ( kto mógł lub kto chciał). Jak opisują , nie czuli do siebie nienawiści – wręcz przeciwnie zdarzało się , że nawiązywano przyjaźnie między rodzinami , które utrzymywano potem bardzo długo. zdjęcia_1 Jak wspomina Pani E. Urbańska, przyjechała wraz z rodziną transportem z Syberii. Ojciec w 1945 roku był już osiedlony w Gryfowie , zajął na ulicy Rzecznej dom , gdzie mieszkali Rossowie. Tam zajmował się szewstwem. Potem władze zaczęły „dusić” podatkami . Ci którzy nie płacili podatku przeznaczani byli do wykwaterowania i taki dom wykupił ojciec Pani Elwiry otrzymując już „prawnie” dokumenty osadnika. We wrześniu 1946r. otwarto pierwszy w budynku obecnej biblioteki przy ul. Kolejowej 44 (ECKI ) . Na zdjęciu widoczne są różnice między dziećmi, które kontynuują naukę po przerwie wojennej . Był to rocznik wyrównawczy. Do szkoły chodziło się z tabliczką, „ ….dopiero po pół roku dano nam zeszyt i ołówek, a pióro dużo później……”. Po wyjeździe Wojsk Radzieckich z miasta, zgodnie z dekretem o majątkach opuszczonych i poniemieckich , zakłady zostały upaństwowione i uruchomiono ich produkcję. Do wysoko uprzemysłowionego Gryfowa przyjeżdżało wiele rodzin, w tym młodych ludzi z całej Polski . Na zdjęciu poniżej są pierwsi osadnicy Gryfiogóry. Zdjęcie wykonano w pierwszą rocznicę wyzwolenia w 1946r. Obok znajduje się zdjęcie przedstawiające obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej przywieziony w roku 1947 i ofiarowany Kościołowi. Znajduje się w jego bocznej nawie , jako Votum Osadników – osiadłych już żołnierzy. Pani Halina Luty w 1943r. przyjechała z Syberii jednym transportem z rodziną Pani Elwiry Urbańskiej. Jak wspomina …. „ojcowie dowiadywali się o transportach i odbierali swoje rodziny….”. Mojego ojca aresztowało NKWD, a my pojechaliśmy do Szczecina, potem do Nowogardu. Po jakimś czasie przez Czerwony Krzyż odnalazła mnie koleżanka . Napisała list, że mogę uczyć się w przyzakładowej szkole krawieckiej i podjąć pracę w tutejszym GZPO. Tak znalazłam się w Gryfowie . Zamieszkałam u rodziny mojej koleżanki . Domy były jeszcze wolne, ale ludzie bali się ,że jak przyjdą Niemcy , trzeba będzie wracać. Potem poznałam męża, który zatrudnił się w bawełniance . Mąż Pani Haliny , Jan Luty w czasie wojny został wywieziony do Niemiec. W 1945r. przyjechał do Lubania, gdzie zakwaterowali go u Niemców. Wspomina że na początku, Niemcy pracowali w uruchomianych zakładach. Tam zrobił kurs na tkacza, potem na mistrza i podjął pracę w Gryfowie. Jak twierdzi, wtedy nie tak łatwo było dostać się do pracy ,….” musiałem dobrze pracować, bo było współzawodnictwo….” .Tu też poznał przyszłą żonę. Jak widać Gryfów nie ucierpiał w czasie rozruchów wojennych. Na zdjęciu wyjazd kombatantów lublinem ( tak nazywano samochód z przyczepą) do Lwówka w 1947r. W tamtych latach Gryfowie znajdowało się biuro przepustek na międzynarodowej „szosie” Zgorzelec - Jelenia Góra ( obwodnicy zbudowanej w 1938r. ) Patrol kontrolował wszystkich. Z miejscem tym wiązał się incydent. Zastrzelono tu jednego z żołnierzy chcącego wylegitymować „generalicję” jadącą na obchody święta do Zgorzelca. Ludzie chodzili piechotą, bo było wtedy tylko dwóch właścicieli samochodów, Lisecki i Nestman. Z czasem napływało coraz więcej ludności, aby zatrudnić się w uruchomionych zakładach. Młodzi pracownicy mieszkali w utworzonych internatach; dziewczęta na ulicy Jeleniogórskiej, chłopcy na ulicy Mariana Buczka (obecnie Lubańskiej), które potem zamieniano na mieszkania. Młodzi pracownicy dostawali dach nad głową , a przy zakładach były stołówki. Miasto tętniło życiem.

artykuł Barbary Baszak

1961r-biwak

wspomnienia hm PL Tadeusza Polesiaka

Jak wspomina druh hm PL Tadeusz Polesiak, jesienią w 1945 roku powołana została grupa młodzieży działającej przy tutejszej szkole z inicjatywy harcerza, ucznia liceum w Jeleniej Górze Mariana Koteckiego. W październiku w dawnych kamieniołomach, zebrała się grupa 24 chłopców (6 czwórek) m.in. Zdzisław Jabłoński, Tadeusz Polesiak, Ryszard Fridel, Longin Tomicki i Edward Szyszkowski.. Drużynowym został Ryszard Fridel,1 przybocznym Tadeusz Polesiak, 2przybocznym Longin Tomicki. Na początku roku 1946 nadano im 37 Numer Drużyny Harcerskiej im. Bolesława Chrobrego. Pierwszy występ odbył się już na defiladzie1 maja w 1946. Pierwsze mundury harcerskie przerabiane były z mundurów poniemieckich. Dziewczęta nosiły stroje biało-granatowe z lilijką na lewej piersi. Szkoła mieściła się wtedy w budynku, gdzie obecnie znajduje się Zespół Szkół Ogólnokształcących i Zawodowych.( obecnie Biblioteka Miejsko – Gminna)  Nie wszyscy wiedzą, że w tamtych czasach duża część budynków zajęta była przez Armię Radziecką, oddzieloną od mieszkańców, wtedy jeszcze Gryfiogóry  płotem przebiegającym od rynku, ulicą Lubańską, Partyzantów, Osiedlem 7 Dywizji, Osiedlem Horyzont, aż do krzyżówki. Dyrektorka szkoły zezwoliła harcerzom spotykać się w auli. Kiedy w roku 1948 wojska rosyjskie wyjechały do Legnicy, płot dzielący miasto zlikwidowano, a szkołę przeniesiono do budynku, gdzie obecnie znajduje się gimnazjum. W 1946 r. powstała drużyna harcerek. Drużynową była Zofia Żach, a przyboczną Zofia Kotecka. Na spotkania zapraszani byli: druh Janiszewski i Marian Kotecki. My, wspomina druh Polesiak, byliśmy paczką ze szkoły z siódmej klasy. Potem grupa ta chodziła do różnych szkół w Jeleniej Górze i mieszkała wspólnie w internacie. Przyjeżdżali do nas i dorywczo nam pomagali. W latach 40 powstała Drużyna Zuchów prowadzona przez Jacka Kaczorowskiego, Danutę Kaczorowską, a gdy ci wyjechali, przez Wandę Aryko. W 1948 r. Fridel wyjechał do Jeżowa Sudeckiego, a ja zostałem drużynowym 37 Drużyny do roku 1950. Już wtedy drużyna harcerska zarobkowała. Dostaliśmy zezwolenie na sprzedaż choinek. Oprócz tego odbywały się zabawy taneczne w tzw. Sali Tabańskiego. W 1946 r. zakupiono „proporczyki” do fanfary, które wyhaftowała nam nauczycielka z Jeleniej Góry, 4 werble i fanfary. Jeden z proporców z nieco późniejszych lat zachował się do dzisiejszych czasów. Został udostępniony wraz ze zdjęciami historycznymi Komendzie Hufca ZHP we Lwówku Śl. na jubileusz 60-lecia i niestety zaginął. W tym czasie powstała też drużyna „Wodniacy”. Miała to być drużyna żeglarska. Harcerze mieli kupione od tutejszych Niemców 4 kajaki, łodzie kanadyjskie i wiosła. Na rzece Kwisie, prawie do jeziora, wybudowane były miejsca (przystanie) do wypożyczania kajaków i łodzi. Brzeg był ogrodzony liną po prawej, „spacerowej” stronie, żeby nikt nie wpadł do wody. Jednak w roku 1948 jezioro stało się obiektem strategicznym i zabroniono pływać. Z czasem cały sprzęt pływacki zniszczał. Później istniała drużyna starszych  harcerzy, ale nie była zarejestrowana, ponieważ byli w niej funkcyjni, co kolidowało w ówczesnych czasach w jej prowadzeniu. Gdy druh hm PL Tadeusz Polesiak został powołany do wojska, na Komendanta Hufca w Gryfowie powołano Henrykę Świdrak. Wtedy „Drużyny Klasowe” – prowadził Stanisław Pszczoła.

Opracowanie Barbara Baszak

 

Na zdjęciu Stanisław Zdrojewski były pracownik FNF w Uboczu , który zaczął swoją pracę od załadunkowego.

Z błędem jest powtarzany i kopiowany masowo opis naszej gryfowskiej fontanny w różnych artykułach i medialnych przekazach

W 2001r. przeczytałem książkę J.Skowrońskiego „Tajemnica zamku Czocha”i nie mogłem się zgodzić z kilkoma tezami w niej zawartymi ,a w 2002r.zrobiliśmy mały eksperyment radiestezyjny który po dwóch tygodniach został zweryfikowany pozytywnie wejściem do słynnego „sejfu”na zamku Czocha i na tym się zakończyło „reality show”na zamku choć parę innych spraw wtedy potwierdzonych sprzętem technicznym zostało odłożonych na potem czyli po mojemu-na święte nigdy niestety nawet taki Guru/nie jest to broń P.Boże ironia bo Skowroński poświęcił lata na badanie historii zamku a inni opierając się na jego wiedzy piszą książki tylko jakie bzdury przy tej okazji piszą to choć można się pośmiać/ zamku jakim jest J.Skowroński nic nie wskórał aby przyjrzeć się niektórym sprawom na spokojnie może coś odkryć i dać jeszcze jedną atrakcje zamkowi niestety władze zamku są niereformowalne do dzisiaj a tam jest dużo niejasności do zweryfikowania są piękne trasy do zwiedzania tylko tyle że trzeba by je było niejako ‘odetkać’ bo zostały zamurowane w czasach kiedy wszystko było „tajno wojenne” a Bodo Ebhardt naprawdę stworzył zawiły ale piękny system przejść pomiędzy piętrami zamkowymi i nawet nie potrzeba wchodzić do części hotelowej żeby cieszyć oko co najmniej przez 1,5h. różnymi przejściami wewnątrz i zewnątrz zamku bo korytarze kluczą po wewnętrznej części wychodzą na zewnątrz na dziedziniec wewnętrzny napisałem kluczą skłamałem kluczyły teraz to ludzie ciekawi tak pięknego obiektu kluczą żeby coś zobaczyć a nie przebiec się po holu zamku i jeszcze bulnąć za tą przyjemność jak za zboże i nie móc przyjrzeć się bliżej szczegółom choćby architektury –głowa wilka-orzeł i inne rzygacze które tworzą nie zapomniany klimat nie mówiąc już o elementach na ścianach które ja osobiście zauważyłem po trzech dniach pobytu na zamku a są to symbole wolnomularskie pierwszy znajduje się nad wejściem z dziedzińca wewnętrznego do baru kto szuka ten znajdzie na pewno tyko zastanawia mnie czy są to elementy umieszczone przez architekta czy na życzenie Gospodarza zamku czy dlatego że w latach międzywojennych była moda na tajne stowarzyszenia lub ich emblematy ale jak do tego ma się relacja cytowanej przez Skowrońskiego Pani która była przymusową robotnicą na zamku i miała okazję myć podłogę znajdującą się gdzieś w podziemiach zamku/tych prawdziwych a nie cztery metry nad ziemią bądź na poziomie fosy/wykonaną ze szkła pod którą pływały ryby a Pani ta nie była smarkulą która pomyliła by podziemia z piwnicą bo miała wtedy 18l.a kto z nas by zapomniał widoku czegoś tak nieprawdopodobnego i pomylił z nie wiadomo czym jak niektórzy „autorzy”książek usiłują jej przypisać a takiego cuda nie ma nigdzie na świecie jeśli by to odkryto i udostępniono do zwiedzania /może jak wojsko sprzeda to się znajdzie/niektórzy powiedzą bzdura a nie widzą jaką bzdurę się wciska ze studnią podobno niewiernych żon postawię piwo temu kto tam znajdzie wodę bo studnia z wodą za czasów Nostitzów była w miejscu które się znajduje teraz pod dziedzińcem wewnętrznym 1m.od furtki wejściowej a według niektórych zorientowanych w fedrunku jest to typowy szyb co w pewnym sensie potwierdzało by podanie że na zamku był szyb do kopania złota choć przez przypadek bo faktycznie kopano studnię wodną, są jeszcze tajemnice i piękno zamku do odkrycia ale…

Walonowie byli prosto mówiąc takim typem odkrywców co to szukali minerałów znajdujących się w ziemi a poszukiwanymi na ryku ze względu na ich przydatność dla zwykłych ludzi/węgiel/lub cenniejszych kruszców jakim jest srebro czy złoto.

Galopująca inflacja która w roku 1919 dotknęła ówczesne Niemcy, spowodowała niesamowity spadek wartości  pieniądza  czyli będących w tedy w obiegu Reichsmarek. Doszło do tego że wciągu paru godzin ceny towarów wzrastały do kwot milionowych a później miliardowych. Banknoty które wydrukowano rano już w tym samym dniu wieczorem traciły swoją wartość . Znany był przypadek gryfowskiego kupca który sprzedał  swoją kamienicę a za otrzymaną zapłatę za nieruchomość w następnym dniu mógł tylko kupić sobie paczkę zapałek. By temu zapobiec na co pozwalało istniejące wówczas prawo bankowe. Rząd Niemiecki zgodził się by miasta, gminy drukowały swoje pieniądze znane dzisiaj wśród hobbystów jako notgeldy. Tą samą drogą poszły władze przedwojennego Gryfowa Śląskiego. Wydrukowano „ gryfowskie „  pieniądze o nominałach 10, 25, 30, 50 i 60 fenigów oraz większe nominały jedno, trzy i pięciomarkowe. Na  banknotach umieszczono widoki oraz znane motywy z bogatej historii  naszego miasta. Sięgnięto również do bajek , mitów i legend które 004zilustrowano na rewersach banknotów. Grafikę oraz płyty drukarskie wykonała firma Fleming – Wiskott z Głogowa. Samego druku banknotów dokonała firma Buchdruckerei  Merfet. Banknoty z podpisem burmistrza Sthala, radnych – Shumana, Petermana, Glogauera i Haschke oraz dyrektora Miejskiej Kasy Oszczędności  Koischwitza – (były to nazwiska cieszące się zaufaniem obywateli dawnego Gryfowa).  Wprowadzono do obrotu  dniu 19 kwietna 1920 roku , ważne były do 1923 roku. Ciekawy jest motyw przedstawiony na nominale pięciomarkowym gdzie na rewersie banknotu 016przedstawiono mitycznego Liczyrzepę, Ducha Gór który złotymi dukatami obsypuje Gryfów Śląski.  Widocznie miało to tchnąć w  mieszkańców miasta troszeczkę wiary i optymizmu, by nie zamartwiali się ciągłym przeliczaniem kursu dolara względem reichsmarki , by nie zwątpili w wartość gryfowskich „notgeldów”. 002Legendy i bajki o Liczyrzepie który karał skąpców i złodziei  na urzędowych stołkach a pomagał biednym i ubogim. Były na przestrzeni wieków bardzo popularne wśród mieszkańców dawnego Dolnego Śląska a  szczególnie wśród obywateli naszego miasta. Uważano że Liczyrzepa darzy  sympatią i otacza szczególną opieką mieszkańców Gryfowa Śląskiego. Bo jak pisał poeta -

 Zielone sosny, białe góry

 Z Izerów  Kwisa mknie ku Odrze 

 Nasze miasto Gryfów Śląski

   Liczyrzepa strzeże dobrze               

 

W dawnym, przedwojennym Gryfowie istniało dwadzieścia sześć lokali gastronomicznych. Wydaje się to nieprawdopodobne, a jednak to prawda. Brak w tamtych czasach wszędobylskiej telewizji, Internetu – najnowszej zdobyczy cywilizacyjnej oraz długie zimowe wieczory, skłaniały ludzi do wyjścia z domu. Tym bardziej, że w każdym lokalu znajdowało się pianino lub fortepian. Przy dźwiękach muzyki tańczono, pito kuflowe piwo. Z kieliszków, wesoło się uśmiechał – „Stonsdorfer”lokalny likier ziołowy, pędzony w Staniszowie. Na stacji kolejowej, działała restauracja, o banalnej nazwie „Dworcowa”, tam podróżny mógł się posilić i napić.

Z nagłówków niemieckie prasy sprzed I wojny światowej wynika, że na terenach wschodnich cesarstwa Pruskiego. Grasował niebezpieczny  bandyta, morderca, oszust matrymonialny i podpalacz.

Skarby mają różną postać. Moim zdaniem jednym z obecnych skarbów Gryfowa jest grupa ludzi, którzy postanowili odkryć pozostałym mieszkańcom miasta oraz okolic przeszłość bliższą i dalszą naszej "małej ojczyzny".

W 1941 r. pewność Hitlera, że na ziemię niemiecką nie spadnie żadna wroga bomba, runęła jak runęło wiele obiektów w Berlinie podczas jednego z alianckich bombardowań. W 1942 r. bombardowania te nasiliły się i było już wiadomo, że pewne strategiczne instytucje oraz bezcenne zbiory należy przenieść z miast zagrożonych nalotami na obszary, które pod tym względem wydawały się być bezpieczniejsze. W grę wchodziły przede wszystkim miejsca położone z dala od wielkiego przemysłu Rzeszy, który był naturalnym i strategicznym celem alianckich sił powietrznych.

Poszukiwacze skarbów i wszelkich tajemnic z okresu II Wojny Światowej, zawsze zastanawiali się czy w budynku o dużej kubaturze oddalonym niespełna kilometr od Gryfowa Śląskiego kryją się jakieś tajemnice i sekrety. Mowa tutaj o byłym sanatorium przeciw gruźliczym, później szpitalu im „Hugo Kołłątaja” a w końcu przychodni i hospicjum. W ostatnich miesiącach wojny zwożono tutaj rannych żołnierzy niemieckich biorących udział w walkach o Lubań Śląski, potem do 1946 roku stacjonowali w nim żołnierze radzieccy. Tak w skrócie można opowiedzieć historię sanatorium o niemieckiej nazwie „Birkenhof”. Czy w budynki sanatorium kryją swoją tajemnicę ? Oczywiście że tak i to nie jedną. Ostatnio prowadzone proste prace konserwatorskie, spowodowały wypadnięcie z framugi naprawianych drzwi, gazety z 5 listopada 1931 roku. „Berliner Lokal Anzeiger” - przywieziony zapewne przez kuracjusza po przeczytaniu został użyty jako izolacja. Co to za odkrycie? Powiedzą niektórzy, a jednak nie należy tego lekceważyć. Wielką historię pisze się właśnie z takich małych odkryć. zdjęcia_2Wielkie więc dzięki dla pracowników obiektu a szczególnie dla pana Marka Kuli i pani Urszuli Magi, którzy zawiadomili Towarzystwo Miłośników Gryfowa o znalezisku. Gazeta przeleżała 83 lata w niezłym stanie i jest taką swoistą kapsułą czasu. Gdy na świecie zmieniały się ustroje i władze ona czekała schowana za framugą drzwi na swój czas. O czym więc donosił „Berliner Lokal Anzeiger” w dniu 5 listopada 1931 roku. Oprócz reklam, które zachwalały tanie zimowe płaszcze za 39 marek i koszul za 4.50 marek. Spraw kryminalnych jak można wyczytać z drastycznego tekstu pt. „Zabił żonę siekierą w czasie snu i uciekł''. Były też poruszane poważniejsza tematy jak czytamy w artykule pt. „ Związkowcy walczą o obniżenie cen chleba” . Tym żył świat w roku 1931. Sanatorium „Birkenhof” uchyla powoli swoje tajemnice, przykładem niech będzie remont dachu gdy znaleziono magazynek do pistoletu. Ciekawy jest też okres od 1946 do 1956 roku. Wtedy to w sanatorium przeciwgruźliczym, zatrudniali się ludzie pragnących zejść z oczu Urzędowi Bezpieczeństwa.zdjęcia_5Byli to zarówno członkowie prawicowych organizacji wojskowych walczących z narzuconym ustrojem komunistycznym. Jak i dawni kolaboranci współpracujących w czasie wojny z okupantem niemieckim. Być może dowody ich działalności - zapiski, archiwa, broń leżą i czekają na odkrycie w swoich schowkach w nie do końca spenetrowanych murach sanatorium „Birkenhof”.

Zamek Czocha, rok 1909. Po trudnych dla zamku latach, spowodowanych trudnościami finansowymi rodu Uechtritzów, Bolko postanawia sprzedać zamek.