Ciekawostki
Typografia

W kwietniu 1945 roku większa część mieszkańców naszego miasta uciekła przed nadchodzącą Armią Czerwoną. Tylko pojedyncze sklepy były otwarte. Z pozostałej męskiej części obywateli Gryfowa w wieku od 16 do 60 lat utworzono oddział Volksturmu. Przed południem w zwartej kolumnie maszerowali oni do siedziby Hitlerjugend znajdującej się w wsi Wieża. Tam odbywali przeszkolenie wojskowe na wieczór zwalniano ich do domów. Jak wspomina były mieszaniec naszego miasta Reinhard Fritsch – 10 kwietnia powołano do Volksturmu mój rocznik 1930. Musieliśmy się zameldować w siedzibie Hitlerjugend w wsi Wieża. Tam nas skoszarowano, wydano nam mundury i oznajmiono że następnego dnia nasz oddział wymaszeruje do Świeradowa Zdroju. Tam przejdziemy szkolenie w obsłudze pancerfaustów gdyż nasz oddział Volksturmu przeznaczono do niszczenia radzieckich czołgów T – 34. Jednak do szkolenia nie doszło gdyż brakowało już instruktorów którzy mieli nas wyszkolić i jak podejrzewam samych pancerfaustów. Tak więc co dzień rano z śpiewem na ustach maszerowaliśmy z Wieży nad j. Złotnickie w pobliżu Złotnik Lubańskich kopać pozycje obronne. Wieczorem wracaliśmy zmęczeni i głodni do miejsca zakwaterowania gdzie naszym posiłkiem był tylko wodnisty talerz zupy. Warunki w siedzibie Hitlerjugend były fatalne, zapychała się toaleta po prostu nie starczała na tyle osób. Tak więc w parku obok budynku wybudowaliśmy polową latrynę. W soboty wieczorem maszerowaliśmy do szkoły katolickiej ( dziś przedszkole na ul. Akacjowej) i w jej piwnicach braliśmy prysznic. Potem na chwilę puszczano nas do domów byśmy mogli najeść się do syta. W dniu 1 mają 1945 roku rano na zbiórce naszego oddziału dowódca oznajmił że nasza formacja Volksturmu została rozwiązana. Lecz my pojedynczo mamy rozkaz przedostać się na Zachód gdzie wspólnie z Amerykanami i Brytyjczykami mamy walczyć przeciwko bolszewikom. Dziś muszę przyznać że ogłupianie i mącenie w głowach młodym ludziom trwało aż do ostatnich godzin końca wojny. Jednak mój ojciec zrobił wszystko bym nie posłuchał takiego rozkazu i został w domu. Przez protekcję zostałem gońcem w Gryfowskim oddziale partii NSDAP , która mieściła się przy ul. Lubańskiej. Do dziś mam jeszcze widok jak do późnych godzin nocnych, przewodniczący partii pan O. i jego współtowarzysze w swych brunatnych mundurach obradują i zastanawiają się co robić dalej? Pomału sytuacja w Gryfowie stawała się nieciekawa. Wojska niemieckie 6 mają opuszczają miasto i wycofują się w kierunku Czech. Na odchodnym jadący ciężarówką żołnierz krzyknął - ( Co wy tu jeszcze robicie, jutro będą ty ruscy !) Cóż było robić ja i cała moja rodzina spakowała się i uciekła do Rębiszowa. Jeszcze 7 mają saperzy niemieccy wysadzają mosty na Kwisie, Oldzy, wiadukty kolejowe i centralę telefoniczną Simensa koło poczty. Ósmy mają był słonecznym pięknym dniem, na drodze z Grudzy do Krobicy jechała na ciężarówkach i furmankach kolumna wojskowa, byli to Rosjanie. Jeden z rosyjskich żołnierzy odłączył się od kolumny na rowerze i wjechał na podwórka na którym stałem. Żołnierz rzucił rower na ziemię, wpadł do domu i z korytarza wziął rower mojego wujka i popedałował do swoich. Rower który nam zostawił miał przebitą przednią oponę. Do Gryfowa żołnierze radzieccy wkroczyli 8 maja 1945, z krzykiem hurra! Oddali parę strzałów z pepesz i rzucili kilka granatów, lecz zobaczywszy że nie ma żadnego oporu rozeszli się po domach szukając kobiet i wódki. Samobójstwo przed wkroczeniem Rosjan popełniło w Gryfowie 30 rodzin, zgwałcono wiele kobiet niektóre do utraty przytomności. Moja rodzina miała szczęście, gdyż do naszego domu wprowadził się major Szapowałow z swoim ordynansem. Tak że nasz dom omijali pijani i plądrujący żołnierze. Wkrótce nasza część miasta stała się garnizonem wojskowym. My wyrostki w krótkim czasie znaliśmy parę słów po rosyjsku i jakoś dogadywaliśmy się z żołnierzami. Dla nas zaczął się czas długich wakacji, nie zdawaliśmy sobie sprawy z grożących nam niebezpieczeństw. Leżało mnóstwo porzuconej broni i nieraz w okolicy ul. Partyzantów słychać było strzały z pistoletów w naszym wykonaniu. Rosjanie wyłamali drzwi od wiaty z kajakami i pływali po jeziorze Złotnickim łowiąc ryby w prosty sposób , rzucając granaty do wody. Z kajaków również i my korzystaliśmy wiosłując Kwisą do Gryfowa, by rano kajakiem z powrotem popłynąć do jeziora. Ojciec postanowił skrócić moje „dzikie” wakacje i posłał mnie do pracy. Zostałem zatrudniony 1 czerwca 1945 roku w firmie Waltera Henne zajmującą się naprawą maszyn do szycia i rowerów. Głównymi klientami byli Rosjanie którzy przynosili nam do naprawy swoje zdobyczne rowery. Przez pracę w firmie Henne, wielu żołnierzy rosyjskich mnie znało. Za naprawienie roweru dostawałem chleb, masło a czasami i kawałek mięsa. Jeden z nich zabrał mnie z sobą do kina na film „Die Frau meiner Traume” z Mariką Rock. Przed filmem wyświetlono radziecką kronikę filmową o wyzwoleniu obozów koncentracyjnych. Nie mogłem uwierzyć w pokazywane sceny filmowe, myślałem że to rosyjska propaganda. Nie mogłem sobie wyobrazić że my Niemcy byliśmy zdolni do takiego okrucieństwa. Nawet próbowałem się spierać z żołnierzem który mnie zabrał do kina że to nieprawda, że człowiek nie jest zdolny do takich czynów. Tak skończyła się dla mnie wojna i moje dzieciństwo w Gryfowie Śląskim. 13 lipca 1946 roku zostałem wraz z rodziną wysiedlony. Koniec

na podstawie wspomnień Reinharda Fritscha

 

Dodaj komentarz