Ciekawostki
Typografia

Wielkim zaskoczeniem dla pracowników niemieckich zatrudnionych w Greiff-Werke (dawny Gryfex) była zgoda władz radzieckich na otwarcie szkoły dla dzieci niemieckich na terenie fabryki. Do szkoły mogły uczęszczać tylko dzieci niemieckich pracowników tej fabryki. Jak do tego doszło ? Wiemy z relacji pana rektora Wagnera, która ukazała się w miesięczniku „Die Brucke” z 19 września 1952 r. wydawanym przez pewien okres na terenie ówczesnych Niemiec Zachodnich. Jak wspomina rektor Wagner, po ucieczce ludności cywilnej z miasta przed zbliżającym się frontem i zajęciu przez wojska radzieckie Gryfowa Śląskiego. Wielu jego mieszkańców zaczęło powracać . Wkrótce Rosjanie uruchomili na swoje potrzeby, największy zakład w mieście Greiff – Werke. Kierownikiem został długoletni pracownik tej firmy pan Blume. Jednak podlegał on bezpośrednio dyrektorowi którym był oficer radziecki , kapitan Teplicki ( wg org. relacji oberleutnant Teplitzky). W międzyczasie wzrosła ilość zatrudnionych do ponad stu osób. By zająć się pozostającymi bez opieki dziećmi pracowników. Pan Blume poprosił rosyjskie władze wojskowe o wyrażenie zgody na utworzenie szkoły na terenie zakładu dla dzieci robotników niemieckich. Nie było to łatwe, Rosjanie byli bardzo podejrzliwi – jak wspomina rektor Wagner. Nie raz musieliśmy ja i pan Paesler jechać do Legnicy i tam z rosyjskim oficerem do spraw politycznych pertraktować i rozmawiać na temat utworzenia szkoły. Rosjanie w swoich planach po prostu nie przewidywali takiej sytuacji. Jednak powoli zaczynali się przychylać do naszej prośby. Gdy przedstawiłem swój prowizoryczny plan lekcyjny, oficer zwrócił mi uwagę dlaczego nie ująłem w planie lekcji religii. Wiedziałem że wg planu lekcyjnego w wschodnim Berlinie jest to niemożliwe. Tak samo zapytał mnie dlaczego j. Rosyjskiego jest godzina lekcyjna dziennie a j. Angielskiego dwie godziny tygodniowo. Nie miał nic przeciwko by dołożyć lekcję j. Angielskiego godzinę dziennie. W ogóle dano nam wolną rękę w sprawie nauczania i podręczników. O komunistycznej propagandzie nie było mowy, tak jak nie żądano od nas obowiązkowej przynależności do Komunistycznej Partii Niemiec ( KPD). Na początku listopada 1946 roku rozpoczęliśmy rok szkolny. W klasach po byłej szkole zawodowej na czwartym piętrze zgromadziło się około 200 - ście dzieci. Podzieliliśmy je na cztery grupy. Klasa nauczania początkowego, klasę drugiego roku nauczania ( 2 klasa szkoły podstawowej), klasę średniego poziomu ( gimnazjum) i klasę wyższego poziomu nauczania ( Liceum). Brakujące ławki lub meble dorabiali nam stolarze pracujący w fabryce. Niektóre dzieci przez dwa lata nie chodziły do szkoły. Tam gdzie dzieci uczone były przez rodziców w domu, można było takie dziecko dać do wyższej klasy nauczania. Naturalnie brakowało nam książek i zeszytów. Przyborów do pisania. Tutaj pomagał nam pan Blume, który organizował materiały piśmiennicze z biur zakładu. Mieliśmy trochę szczęścia podręczniki do szkoły średniej znaleźliśmy na strychu byłego nauczyciela. Z znalezionych książek urządziliśmy skromną bibliotekę. Parę tygodni uczyliśmy bez podręczników, później dowieziono nam podręczniki z Legnicy do języka niemieckiego i rachunków. Były one w pośpiechu wydrukowane w Berlinie. Mimo trudności, staraliśmy się dzieci nie tylko uczyć na bieżąco, ale nadgonić stracony czas. W naszej szkole nie było ferii i świąt, było tylko dwa dni ferii z okazji świąt państwowych. Byliśmy też uzależnieni od zakładowego centralnego ogrzewania. Dzieci chętnie przychodziły do szkoły i pilnie się uczyły. Największą karą było usunięcie z szkoły. Były trzy takie przypadki, musieliśmy to zrobić by zachować swój autorytet nauczyciela. My nauczyciele nie mieliśmy pensji, naszą wypłatą były skromne datki rodziców dzieci uczęszczających do naszej szkoły. Do szkoły mogły chodzić tylko dzieci pracowników Greff – Werke, dlatego nie mogliśmy przyjąć mimo próśb innych niemieckich dzieci. Brakowało nam po prostu miejsca. Wyjątek zrobiliśmy tylko dla dzieci niemieckich pracowników komunalnych podległych polskiej administracji. Na skutek interwencji polskich władz u kapitana Teplickiego, musieliśmy je przyjąć. Pokój nauczycielski znajdował się na piątym piętrze budynku zakładu w byłym gabinecie dyrektora. W lecie wykorzystywaliśmy taras znajdujący się na dachu zakładu. Pan Paesler z racji tego że w czasie I wojny światowej był tłumaczem j. Rosyjskiego przejął w naszej szkole jego nauczanie. Na lekcjach tych bywał zawsze oficer rosyjski zachowywał się neutralnie. Kontrolujący oficerowie ożywiali się na lekcjach muzyki gdy pan Paesler grał na fortepianie muzykę z repertuaru rosyjskich klasyków. W lipcu 1947 roku władze radzieckie przekazały fabrykę w ręce administracji polskiej tym samym musieliśmy zamknąć naszą szkołę. Z szkołą polską znajdującą się na ul. Kolejowej 44 nie mieliśmy żadnych kontaktów. Polscy rodzice przysyłali do nas swoje dzieci w wieku 14 -16 lat, które przez wojnę również straciły lata szkolne na j. angielski. Chodziło o to by mogły w gimnazjum czy to w Jeleniej Górze lub Lwówku Śląskim rok szkolny zacząć o klasę wyżej. Z wiedzy jaką posiadam to na Dolnym Śląsku były w tych latach 1946 – 1947 były tylko dwie niemieckie szkoły jedna w Legnicy i druga nasza w Gryfowie Śląskim. Nasi uczniowie po przesiedleniu w swoich nowych szkołach w strefach okupacyjnych, znaleźli się w klasach zgodnie w swoim wieku. Jak wspomina pan Joachim Pacha z szkoły w Greff – Werke pamięta ciasnotę w klasach i lekcje śpiewu gdzie na fortepianie przygrywał im pan Paesler. Do nauki i chodzenia do szkoły musiał się – jak mówi na nowo przyzwyczajać. Lecz mimo tego że miał dwa lata „laby” to gdy znalazł się w wschodniej strefie okupacyjnej, dzięki szkole w Greiff – Werke przydzielono jego do 4 klasy szkoły podstawowej. Tak że zapóźnienie edukacyjne z lat wojny, nie były takie duże.

Wspomnienia - Joachim Pacha

Dodaj komentarz