Postacie
Typografia

Ks. Rudolf Ujda urodził się 19 czerwca 1926 roku w Białogórze, położonej na południowy zachód od Lwowa w powiecie Gródek Jagielloński.

ks. Rudolf UjdaJego rodzicami byli małżonkowie: Jakub Ujda i Jadwiga z domu Kramer, którzy oprócz Rudolfa mieli jeszcze jednego syna i dwie córki. Rodzina utrzymywała się z pracy w gospodarstwie rolnym. Bliskość Lwowa (około 30 km) i wzorowo prowadzone duszpasterstwo w siedzibie powiatu i na miejscu, miały wpływ na wysoki poziom religijności Białogórzan. Wypada wspomnieć ks. Kazimierza Wilczewskiego – gorliwego katechetę w Gródku Jagiellońskim, a potem proboszcza tej parafii oraz ks. Władysława Smerekę - administratora parafii Białogóra w latach 1939 - 1940, a także ks. Tadeusza Demela - administratora w latach 1940- 1944. Do wybuchu drugiej wojny światowej ks. Rudolf ukończył sześć klas w miejscowej szkole powszechnej, co uprawniało do rozpoczęcia nauki w szkole średniej lub zawodowej. Rodzice podjęli starania o przyjęcie ich syna do Liceum Ogólnokształcącego w Gródku Jagiellońskim. Niemiecki napad na Polskę l września i złamanie przez Sowietów umowy o nieagresji uniemożliwiły edukację polskiej młodzieży do czasu ukończenia działań wojennych. Na terenach centralnej Polski, w miejsce szkół ponadpodstawowych organizowano tajne komplety, które rzadko działały na Kresach Wschodnich Rzeczypospolitej z racji niezgody na tle zróżnicowania narodowościowego. Za Bugiem często nie funkcjonowały nawet szkoły powszechne. Ks. Rudolf w latach 1939 - 1945 pracował na roli wspomagając rodziców, a nadto zapoznawał się z polską literaturą, w miarę ograniczonych możliwości pożyczenia tych pozycji.

ks. Rudolf UjdaRok 1945 to początek wędrówki ludów. Pakowanie ruchomego dobytku, gromadzenie zapasów żywności na drogę, ostatnie pożegnalne spojrzenie na kościół, cmentarz, figurę przydrożną, szkołę, dom rodzinny oraz cale obejście, wreszcie znak krzyża, łzy i drżenie serca w obawie co przyniesie przyszłość. Odjazd w nieznane. Tu Ukraińcy a tam Niemcy. Oto doznania przesiedleńców, którzy opuszczali swoją Ojcowiznę. Kapłani z głębszym niż dotąd zrozumieniem recytowali słowa Psalmu 137: ...Jeruzalem, jeśli zapomnę o tobie, niech uschnie moja prawica. Niech mi język przyschnie do gardła, jeśli nie będę pamięta! o tobie... Po trudach podróży odbytej w bydlęcych wagonach, rodzina Ujdów dotarła do Brzegu nad Odrą i osiedliła się w Różynie .W mieście powiatowym w Brzegu, obok szkół podstawowych zaczęło funkcjonować Liceum Ogólnokształcące, ale znaczna odległość utrudniała korzystanie. Jedynym środkiem lokomocji był rower, a ten w każdej chwili mogli na drodze zabrać sowieccy żołnierze. Z pomocą pośpieszyła ciotka, która w wyniku przesiedlenia trafiła do Kielc, gdzie zaraz po przesunięciu linii frontu w 1945 r. zorganizowano średnie szkolnictwo na fundamencie dobrych przedwojennych tradycji. U niej zamieszkał dziewiętnastoletni Rudolf i wstąpił na bieżnię, by dopędzić stracony czas. Jakaż to była różnorodność. Obok trzynasto i czternastolatka w tej samej klasie zasiadali ponad dwudziestoletni młodzieńcy, którzy walcząc o wolną Polskę wiele dni i nocy spędzili wśród szumiących lasów. Pozostały ciche wspomnienia tamtych dni, a pieśni partyzanckie i legionowe przez kilka miesięcy rozbrzmiewały w murach szkolnych podczas przerw międzylekcyjnych. Rudolf został przyjęty do Gimnazjum im. Stefana Żeromskiego, przylegającego do seminaryjnego kościoła św. Trójcy przy ul. Biskupa Władysława Bandurskiego, potem Karola Świerczewskiego, a obecnie Jana Pawła II. Znalazł się w grupie uczniów, którym umożliwiono przerobienie materiału w trybie przyspieszonym tzn.: dwie klasy w jednym roku. W ten sposób latem 1947 r. ukończy! gimnazjum, zdobywając tzw. małą maturę uprawniającą do kontynuowania nauki w liceum humanistycznym, matematyczno - fizycznym, przyrodniczo - chemicznym lub klasycznym. Wybrał liceum humanistyczne św. Stanisława Kostki. Właściwie była to determinacja, a nie wybór.
Władzom oświatowym zależało na całkowitym zlaicyzowaniu prywatnego, ale posiadającego prawa państwowe Gimnazjum i Liceum św. Stanisława Kostki. Szkoła ta powstała na wniosek duchowieństwa diecezji kieleckiej, podany na konferencji księży dziekanów 24 kwietnia 1920 r. Potem (27 - 28 kwietnia 1921 r.) ks. Kazimierz Dworak konkretnie sprecyzował kwestię powołania do życia szkoły średniej opartej na zasadach wychowawczych, chrześcijańskich i narodowych. Celem wychowawczym było wyrobienie w chłopcach solidnego charakteru opartego na zasadach wiary katolickiej i polskich tradycjach, aby przygotować do życia prawych, światłych i dzielnych Polaków. Kształcono poczucie odpowiedzialności wobec Boga i sumienia. Szkoła, od momentu jej otwarcia (1927 r.), posiadała własną kaplicę, gdzie nauczyciele i uczniowie uczestniczyli w niedziele obowiązkowo, a w dni powszednie dobrowolnie we Mszy św. Urządzano tam trzydniowe rekolekcje wielkopostne i dawano okazję częstej spowiedzi. W klasach modlono się w chwili rozpoczęcia i zakończenia codziennych zajęć. Dyrektorami do 1939 r, byli: ks Kazimierz Dworak i ks. Edward Gielniewski z którymi współdziałali profesorowie Seminarium Duchownego: ks. Paweł Tochowicz i ks, Szczepan Sobalkowski, jako inspektorzy. W 1945 r. bp Czesław Kaczmarek powołał na dyrektora szkoły Stanisława Dobrzyckicgo, a ze strony kościelnej nadzór i duszpasterstwo sprawowali: ks. Adam Ludwik Szafrański, ks, Józef Biaszczyk, ks. Andrzej Zuberbier i przez pewien czas zastępczo ks. Edward Materski. Starano się utrzymać przedwojenne zasady wychowawcze, ale niestety od roku szkolnego 1947/1948 rozpoczęła się w całym szkolnictwie wielka ofensywa ideologiczna. Głównie zaangażowały się polityczne organizacje młodzieżowe oraz Związek Nauczycielstwa Polskiego. Ostro skrytykowano dotychczasową działalność dydaktyczno wychowawczą szkoły. Zalecano oprzeć nauczanie na podstawach materialistycznych, walkę klasową uznać jako podstawową siłę napędową rozwoju społecznego, socjalizm przedstawiać jako wyższą od kapitalizmu formę ustrojową. Wychowanie moralno - społeczne usiłowano oprzeć na moralności socjalistycznej, socjalistycznym stosunku do człowieka, do pracy i własności. Specjalny nacisk położono na kształtowanie postaw internacjonalistycznych a zwłaszcza na milość do Związku Radzieckiego, jego kultury, nauki i sztuki. Te idee władzom oświatowym Polski Ludowej nie było łatwo wprowadzić do Biskupiaka w Kielcach, Nie wypadało czynić lego na silę nakazami administracyjnymi. Przyjęto komunistyczną metodę rozsadzenia tej społeczności od wewnątrz. Nie zaplanowano licealnych klas humanistycznych u Żeromskiego, gdzie były silnie rozwinięte polityczne organizacje młodzieżowe. Kandydatów skierowano do Kostki przerzucając przy tym członków Związku Walki Młodych (PPR), Organizacji Młodzieży Towarzystwa Uniwersytetów Robotniczych (PPS) i Związku Młodzieży Wiejskiej Wici (PSL). Ci mieli silne powiązania z władzami poszczególnych partii, a w okresie przedmaturalnym zapewnienie zdania egzaminu dojrzałości. W takim środowisku trzeba było mieć dużo wewnętrznego hartu, aby nie ulec perspektywie łatwizny. Młody Ujda wykazywał to jako licealista. Jego przejście do szkoły na górce było nic tylko spowodowane brakiem innej szkoły, ale przejawem decyzji wejścia na drogę wiodącą do kapłaństwa, wyrażoną przez wstąpienie do Niższego Seminarium Duchownego. Od września 1947 r. diecezja kielecka miała Niższe Seminarium Duchowne, mieszczące się w gmachu Wyższego Seminarium Duchownego przy ul. Karola Świerczewskiego, obecnie Jana Pawła II. Obejmowało parter bocznego skrzydła i pokoje diakońskie na pierwszym piotrze. Wychowankowie pierwszej i drugiej klasy licealnej pobierali naukę, w Liceum św. Stanisława Kostki. Na dyrektora Niższego Seminarium powołany został ks. Lucjan Czechowski prefekt Gimnazium i Liceum im. Stefana Żeromskiego. Dowodem uznania dla Rudolfa Ujdy było powierzenie mu przez Księdza Dyrektora funkcji wicedziekana całej wspólnoty. Przewagą wieku (21 lat), spokojem, życzliwością wobec kolegów, pracowitością a nawet świątecznym zielonym uniformem wojskowym Andersa Rudolf budził u kolegów szczerą sympatię. Sam z czteroletniego pobytu w Kielcach wyniósł wiele pozytywnych wartości przekazywanych młodzieży w szkole i alumnacie przez wybitnych wychowawców i kaznodziei: ks. L. Czechowskicgo, ks. A. Zuberbiera, ks, S. Sobalkowskicgo, ks. Z. Pilcha i innych. Spotykając się nawet po pięćdziesięciu dwu latach, wspominaliśmy ich całkiem żywo. Chlubiliśmy się również świeckimi nauczycielami: S. Dobrzyckim, J. Pazdurem, którzy po upaństwowieniu szkoły w 1949 r, doszli do profesorskich stanowisk na wyższych uczelniach. Maturzysta Rudolf Ujda pożegnał Kielce w 1949 r. i wrócił na Śląsk by w jego stolicy - Wrocławiu podjąć studia w Arcybiskupim Seminarium Duchownym.


Ze względu na brak kapłanów czas studiów w kilku polskich seminariach skrócono po wojnie do pięciu lat, nie uszczuplając zakresu wiedzy przewidzianej przez ratio studiorum Kongregacji d.s. Seminariów Duchownych. Do pracy stanęli dobrze przygotowani profesorowie, ale zasadniczą trudnością był dotkliwy brak podręczników. Wykłady trzeba było zapisywać w całości a potem odtwarzać i uzupełniać przez wykorzystanie zeszytów prowadzonych przez trzech, czterech kolegów. Rudolf pisał czytelnie. Notował wykłady w całości. Podany materiał potrafił ocenić i podkreślić istotę rzeczy. Zainteresowania historyczne wyrosłe na gruncie wspaniałych wykładów ks. prof. Jana Pazdura w kieleckim liceum rozwinął we Wrocławiu, słuchając ks. prof. Tadeusza Silnickiego i bp. Wincentego Urbana, którego z. wielkim szacunkiem nazywał swoim mistrzem. Neoprezbiterzy opuścili seminarium i od 15 lipca 1954 r. stanęli u boku bardzo pracowitych, zmęczonych, starszych kapłanów przesiedlonych z Archidiecezji Lwowskiej lub ze wschodniej części diecezji przemyskiej. Liczący 28 lat neoprezbiter Rudolf Ujda, skierowany został przez Władzę Diecezjalną do parafii Łosina w dek. trzebnickim (potem Łozina). Do wspólnoty parafialnej należało ponad 4500 wiernych mieszkających w dwudziestu trzech miejscowościach. W Łozinie był kościół katolicki i poewangelicki, a w terenie trzy kościoły poewangelickie, każdy odległy od centralnej miejscowości 8 km. Dzieci uczęszczały do dziewięciu szkół podstawowych. Katechizowanie w zakrystiach i prywatnych domach. Ks. Proboszcz - sześćdziesięciopięcioletni kapłan, uczył dziatwę na miejscu w Łozinie, a wikariusz objął troską duszpasterską uczniów pozostałych siedmiu szkół, Z Mszą św. i z katechezą duszpasterze jeździli furmankami. Kuria Wrocławska w latach powojennych przyjęła zasadę corocznej translokaty wikariuszy. Chodziło o to, by młodzi kapłani w krótkim czasie zetknęli się z różnymi środowiskami, bo po trzech, czterech, a nieraz po dwóch latach kierowano ich na samodzielne placówki duszpasterskie. Widziano też uciążliwe warunki pracy w takich parafiach jak Łozina i poprzez rotację chroniono młodych kapłanów przed rutyną i zniechęceniem. Po myśli tej zasady, w ramach ogólnych przenosin, ks. Ujda w 1955 r. otrzymał aplikatę na stanowisko wikariusza współpracownika u świętej Barbary (Stary Zdrój) w Wałbrzychu. Proboszczem tej parafii był w tym czasie liczący pięćdziesiąt dwa lata życia ks. Tadeusz Babiak, przesiedlony z Archidiecezji Lwowskiej. Liczba wiernych przekraczała nieco 10.000, Obejmowała wschodnią część miasta i Poniatów z własną świątynią, jako filią odległą od kościoła centralnego sześć i pół kilometra. Na tym terenie nie było szpitala. a w katechezie wspomagały duszpasterzy Siostry Służebniczki Najświętszej Maryi Panny z Dębicy". W Łozinie trzeba było pokonywać duże odległości aby dotrzeć do parafian. Każde zjawienie się księdza było dla nich wielkim świętem. Głęboki szacunek dla sług ołtarza wypływał ze szczerej pobożności. Stanowiło to dla kapłanów ogromną siłę, aby wśród trudu codzienności zawsze być w drodze do Ojca i otwierać swoje ludzkie serce dla maluczkich. Środowisko wałbrzyskie w latach pięćdziesiątych było inne. Przeważali reemigranci, którzy w czasie międzywojennym wyemigrowali na Zachód w poszukiwaniu pracy. Tam nie oparli się wpływom powszechnej laicyzacji. Wiele rodzin wróciło całkiem obojętnych religijnie. Ta grupa miała negatywny wpływ na mało ugruntowanych w wierze. Tu trzeba było wiele modlitwy, świadectwa życia, szukania zbłąkanych owieczek i przynoszenia na ramionach do owczarni. Ks. Rudolf dzięki swemu spokojnemu usposobieniu czynił to przez dwa lata z widocznym sukcesem. Dnia 15 czerwca 1957 r, został powołany na stanowisko proboszcza w Starych Bogaczowicach w dekanacie wałbrzyskim. Parafia obejmowała blisko 2,500 katolików zamieszkałych w Starych Bogaczowicach, Sadach Dolnych, Sadach Górnych oraz w Chwaliszowie. Miejscowość była własnością Cystersów z Krzeszowa, którzy zbudowali tu nie tylko kościół (l685- 1689), ale również obszerny klasztor. Po kasacie zakonu, przez długie lata do Starych Bogaczowic należała Struga z kościołem filialnym. Po 1945 r. oddano ją do Szczawna, a w to miejsce przyłączono Sady Górne - filialny kościół Bolkowa. Do objęcia stanowiska proboszcza przez ks. Ujdę Sady Górne stanowiły urzędową siedzibę parafii Stare Bogaczowice. Wynikło to z faktu zamieszkania w Sadach Górnych ks. Jana Szula pierwszego po wojnie proboszcza tej parafii, który osiedlił się tam z najbliższą rodziną. Młody proboszcz w miarę posiadanych funduszy remontował budynki poklasztorne i sprowadził Siostry Urszulanki Najświętszego Serca Jezusa Konającego, które wspomagały go w działaniach duszpasterskich. Nieoficjalnym pomocnikiem był dawny proboszcz rezydujący w parafii. Wierni budowali się dostrzegając zatroskanie ks. Ujdy o godne warunki życia starszego współbrata w kapłaństwie.
Po pięciu latach pracy w Starych Bogaczowicach Władza Diecezjalna skierowała ks. Ujdę do Gryfowa Śl., gdzie 24 sierpnia 1962 r. objął probostwo. Wspólnotę parafialną tworzyło wtedy ponad 8.000 wiernych mieszkających w mieście i dziesięciu wioskach. Granice tej parafii na przestrzeni XX w, coraz bardziej przesuwano w kierunku malowniczego miasta położonego w załamaniu Kwisy, płynącej z południa na północ, ale tu wyraźnie odbijającej ku zachodowi. Katolicy niemieccy żyli tu w prawdziwej diasporze. Na terenie Gryfowa i trzech dawniej funkcjonujących parafii katolickich: Olszyny Lubańskiej, Rząsin i Ubocza było 14.480 protestantów i zaledwie 1.534 katolików. W samym mieście katolicy stanowili jedną piątą mieszkańców''', Po 1945 r. kościoły filialne Gryfowa podniesiono do rangi kościołów parafialnych i tak powstała parafia w Olszynie Lubańskiej i Rząsinach. Potem, w 1972 r, przy współudziale ks. Ujdy, z miejscowości odłączonych od Gryfowa i Olszyny, erygowano parafię Biedrzychowice. W wyniku starań ks. Ujdy o zwartość terytorialną parafii, jedynie mieszkańcy Bartoszówki i Zacisza udając się do Gryfowa pokonują odległość 4 km. Sprawa budowy kaplicy mszalnej w tej części macierzystej parafii, a nawet kościoła dla nowej wspólnoty parafialnej była tematem rozważań w kręgu najbliższych przyjaciół.
Szczególnym miejscem kapłańskiej pracy jest świątynia parafialna. Warto przypomnieć, że pierwszy kościół parafialny w Gryfowie został zbudowany w 1252 r. i w tym samym roku konsekrowany przez biskupa Tomasza I jako kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. W XVI w, był dwadzieścia cztery lata w posiadaniu protestantów. Zwrócony katolikom w 1654 r., podczas poświęcenia otrzymał tytuł św. Jadwigi Śląskiej. Nie tylko piastowskie korzenie, ale forma sklepienia nawy głównej, nastawa ołtarza głównego i epitafium Schaffgotschów stawiają tę świątynię w rzędzie najznakomitszych. Nawa główna posiada unikatowy rodzaj dekoracji w postaci sgraffit wykonanych w 1551 r. przez Włochów: Dominika Dipera i Jana Dalbora. Użycie tej techniki na tak wielkiej powierzchni i we wnętrzu kościoła nie występuje nigdzie na Śąsku. Drewniana nastawa ołtarza głównego zbudowana została (1603 - 1606) w stylu późnorenesansowym. Trzy kondygnacje wypełniają sceny cierpienia i śmierci Zbawiciela. Zamknięta w swoim zewnętrznym obrysie przedstawia kielich z namalowanymi scenami z życia Matki Bożej. Epitafium Schaffgotschów przewyższa inne swoją wielkością i bogatym podziałem architektonicznym. Nadto godne są uwagi i troski boczne ołtarze, chrzcielnica, ambona i barokowe epitafia przyścienne. Zabytki wymagały pilnej interwencji, bo garstka wiernych podana wyżej liczebnie i procentowo nie była w stanie w pierwszej połowie tego wieku podejmować tak liczne zadania. Chociaż w tym czasie wiele zrobiono, wszystko, co zostało tu wymienione, dzięki zabiegom ks. Ujdy było kolejno konserwowane pod fachowym okiem konserwatorskim. Cieszą też oko nowe ławki w całej świątyni i kilka dębowych konfesjonałów. Po kapitalnym remoncie wieży, zawieszono na niej dwa nowe dzwony zharmonizowane z trzecim pozostawionym przez niemieckie władze wojskowe. Fundacja dzwonów to rzeczowy znak udziału w Roku Świętym i wejścia w Trzecie Tysiąclecie, a przy tym wyraz wdzięczności i nadziei. Równocześnie z dziełami niosącymi wizualne efekty, każdy proboszcz musi dostrzec na kościołach i budynkach parafialnych nieszczelność dachu po zrzuconej dachówce w czasie burzy, wygiętą rynnę na skutek ciężaru osuwającego się śniegu, odstający tynk w czasie wiosennych przymrozków i wiele innych drobiazgów, które na co dzień stwarzają poważne problemy. W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych około 80% świątyń wymagało jeśli nie kapitalnego, to przynajmniej poważnego remontu. W okresie tzw. gospodarki planowej nie tylko brakowało artykułów budowlanych, ale rozdzielnik na szczeblu gminnym i powiatowym w ogóle nie przewidywał materiałów na remonty budynków kościelnych.

Parafię Gryfów obsługiwało na stałe dwóch kapłanów: Proboszcz i jeden wikariusz, a w pewnych tylko okresach kierowano drugiego wikariusza. Po 1945 r. osiedliły się tu Siostry Józefinki, które pracowały w miejscowym szpitalu, bez wyraźnego zaangażowania w dzieło ewangelizacji. Do pracy w duszpasterstwie, zaraz po przyjeździe do Gryfowa, sprowadził ks. Ujda Siostry Urszulanki Szare, które znały styl pracy Proboszcza ze Starych Bogaczowic. Pięć zakonnic ofiarnie pracowało w katechezie przykościelnej, w zakrystii, kancelarii i w kuchni na probostwie. W pewnym czasie jedna z sióstr była również organistką. Można stwierdzić, że duszpasterstwo było doskonale zorganizowane, co w znacznej mierze przyczyniło się do zwiększenia szeregów kapłańskich przez trzynastu młodych parafian. Łaskę powołania, to nadzwyczajne dzieło Boże umacniał ks. Ujdę modlitwą, kapłańską postawą i ofiarą cierpienia.

Zbawienie przyszło przez krzyż.
Ogromna to tajemnica,
Każde cierpienie ma sens,
Prowadzi do pełni życia...

Najpierw niedyspozycja tarczycy z interwencją chirurgiczną. Po 70 - tym roku życia oprócz uciążliwości wieku nastąpiło osłabienie serca, z perspektywą zastosowania elektrycznego rozrusznika. Przy tym dały o sobie znać inne niedomagania na tle cukrzycowym. Oto krzyż, który dźwigał ks. Ujdą z całkowitym poddaniem się woli Bożej. W maju zaprosił do Gryfowa ks, Jordanka i ks. Książka by umówić spotkanie koleżeńskie z racji 45 - lecia święceń kapłańskich. Potem przesłał kartkę pocztową przedstawiającą dzieła sztuki gryfowskiego kościoła z wyrazami wdzięczności za przyjęcie roli koordynatora zjazdu. Niestety, sam nie dojechał. Znalazł się w szpitalu w Cieplicach, a potem we Wrocławiu. Zainstalowane rurki nie pozwalały mu na rozmowę, ale porozumiewał się pisemnie z Rodziną, ks. Jordankiem i z odwiedzającymi go Kapłanami. Cierpienie doprowadziło go do pełni życia 28 grudnia 1999 r., w 74 - tym roku życia ziemskiego, w 46 - tym roku kapłaństwa, w 38 - roku duszpasterskiej posługi w Gryfowie i 34 - roku dziekaństwa.
Doczesne szczątki ks. Rudolfa Ujdy przewieziono z Wrocławia do Gryfowa, gdzie przez trzy dni poszczególne grupy kapłanów odprawiały Msze św. Pierwszego dnia polecali Bogu zmarłego proboszcza kapłani wywodzący się z parafii Gryfów, Drugiego dnia koncelebrowali kapłani dekanatu gryfowskiego pod przewodnictwem ks. prał. T. Jordanka, Kazanie wygłosił proboszcz Świeradowa Zdroju ks. kan. Władysław Dzięgiel. Uroczystej pogrzebowej Mszy św. i całej liturgii 2 stycznia przewodził ordynariusz diecezji legnickiej - bp. Tadeusz Rybak. W gronie około stu kapłanów znalazł się ks. inf. Władysław Bochnak, Trzech kursowych kolegów: ks. T. Jaworski, ks. T. Jordanek i ks. S. Książek oraz ks. prał. T. Demel, który w latach drugiej wojny światowej był proboszczem parafii urodzenia zmarłego. Przesiedleniec urodzony na Wschodnich Kresach Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, dorastający w Kielcach, pracujący na Ziemi Śląskiej, po wędrówce życiowej odpoczął przy gryfowskiej świątyni w masywnej dębowej trumnie przysypanej ziemią. I zda się mówić: Odpocząłem po swym trudzie na Piastowskiej Ziemi w „Ojczystej zagrodzie”. Tu razem ze swoimi oczekuję chwalebnego zmartwychwstania.
Świętej Pamięci księdza Rudolfa Ujdy

Na przełęczy życia
-Narodziny dla Nieba
O zmierzchu Jego dnia,
gdy schodził z życia gór
tym bardziej kochał,
gdy pora była wracać do Ojca,
by na nowo narodzić dla Nieba
i stanąć twarzą, w twarz
z Bogiem
na Jego pamiątkę -
błogosławił, odpuszczał
przepowiadał Słowo
Jego Ofiarę uobecniał
miłością na Miłość odpowiedział
uwierzył, że Miłość silniejsza niż śmierć
dotknął dłoni Tego
do którego całe życie
tęskniła Jego dusza
Jego serce rozpłynęło się
w Sercu Jezusa
podpalone Światłością Wiekuistą płonie
i opromienia nas nadzieją
pełną nieśmiertelności
przez Chrystusa Pana Naszego
Amen!

Krzysztof Ścibor Przeł. Rędzińska 17 stycznia 2000 r.

Poniższe wspomnienie o ks. Rudolfie Ujdzie pochodzi z książki "50 lat w służbie ołtarza" ks. Stanisław Książek Kamienna Góra 2004.

Ks. Prałat dr Stanisław Książek wespół z ks. Rudolfem Ujdą studia teologiczne odbył w Seminarium Duchownym we Wrocławiu (1954). Przyjaźń pozostała i zaowocowała wspomnieniem o kursowym Koledze w książce napisanej z okazji Złotego Jubileuszu Księdza Stanisława.

wspomnienie o ks. Rudolfie Ujdzie

Dużym szacunkiem i uznaniem cieszył się ks. Rudolf Ujda u byłych mieszkańców naszego miasta. Cenna była jego pomoc przy organizacji złotej konfirmacji w gryfowskim kościele i kazanie jakie wygłosił dla wiernych w duchu ekumenii w 1996 roku. Stąd artykuł w niemiekiej gazecie z roku 2000.

Pfarrer Rudolf Ujda +

Am 28. 12, 1999 verstarb nach einem dreimonatigen Aufenthalt in einem Hospital in Breslau der Pfarrer der katholischen Kirchen gemein de Greiffenberg, Pfarrer und Prälat Richard Ujda. Er wurde am 19. Juni 1926 in Bialogora bei Lemberg geboren. Am 13. Juni 1954 erhieit er in Breslau die Prieasterweihe, und seit 1962 war er der katholische Seelsorger Greiffen-bergs. 1986 wurde er Prälat und Dechant an der Diözese Liegnitz-Er liebte seine Pfarrgemeinde Greiffenberg, und die Gemeinde liebte ihn. So war es sein größter Wunsch, an seiner Kirchezur letzten Ruhe gebettet zu werden. Am Sonntag, dem 2. l. 2000, wurde ihm dieser Wunsch unter großer Anteilnahme der Bevölkerung erfüllt. Uns ehemaliger] Greiffenbcrgern wird er unvergeßlich bleiben. Als wir 1995 mit der Bitte zu ihm kamen, 1996 die Goldene Konfirmation in seiner Kirche durchführen zu können, war es für ihn. diesen Eindruck hatten wir, ein Herzensbedürfnis. Er sagte uns zu, ohne vorher Rücksprache mit seinem Bischof gehalten zu haben. Seine Predig! an diesem unserem Tage war einer der Höhepunkte der Feier der Goldenen Konfirmation. »Es ist mir eine große Freude, Sie in der katholischen Pfarrkirche Greiffenberg begrüßen zu können«, waren seine ersten Worte, und es war ihm wichtig, daß er sich am ökumenischen Bemühen der Kirchen beteiligen konnte. Er bezeichnete diese Veranstaltung als einen »Schritt zur Völ-kerverst;indigun.u« und freute sich über die neuen Kontakle der ehemaligen Greiffen-beger und der Bevölkerung des heutigen Greiffenbergs. In seinem Pfarrhaus waren deutsche Besucher all die Jahre -stets willkommen. Eine besondere Verbundenheit hatte er zu Hubert Seifert und dessen Kolping^emein-de Salzbergen. die jalirclang Hilf.sliefEruQ-gen nach Greiflenberg ürganisicrte. Wir werden ihm unser Andenken bewahren und bitten um ein stilles Gedenken.

R. FritschLöwenberger Heimatgrüßen 2000

Tekst o ks. Rudolfie Ujdzie ukazuje się na stronie Przyjaciół Miasta Gryfowa i „Hejnaliście” dzięki uprzejmości pana Janusza Bucy twórcy strony inernetowej Uboczanin 66.

Dodaj komentarz